W kwestii fotografii ocieplających, wyróżnić trzeba niezwykle przytulne zdjęcie Szymona Hołowni z żoną na sofie. Taka doza domowego spokoju, naturalności rzadko daje się osiągnąć na zdjęciach pozowanych. Zresztą, bezsprzeczny atut w postaci młodej i atrakcyjnej żony, Szymon Hołownia zaprzęga dość często do wizualnej strony swojej kampanii. Trzeba przyznać, że jest to robione ze sporym taktem i nienachalnie. Sprawna, ciepła fotonarracja małżeńska zjednuje politykom przychylność i nie jest to żadna tajemnica. Nie dziwi zatem fakt jej wykorzystywania, tzn. kto może i ma pozwolenie współmałżonka/ki, partnera/ki ten wykorzystuje i czerpie z tego korzyści wizerunkowe.
 |
Instagram szymon.holownia
|
 |
Instagram szymon.holownia |
Powyżej mamy do czynienia ze zdjęciami pozowanymi, ale w kolekcji zdjęć "zwykłego człowieka" otrzymujemy także zdjęcia spontaniczne, już nie tak perfekcyjne pod kątem technicznym czy kompozycyjnym, ale dalej emitujące to ciepło, autentyzm i naturalność, które były elementem składowych dwóch poprzednich ujęć.
 |
Instagram szymon.holownia
|
Od dziennikarza do lidera
W przypadku kandydata bezpartyjnego trudniej wprowadzić w fotosferę wizerunek lidera, przywódcy dużego formatu, bo takiej pozycji w swojej dotychczasowej działalności Szymon Hołownia nie dzierżył. Ponadto, sądząc z całości charakteru jego kampanii, zależy mu chyba, aby zostać kandydatem spoza sztywnego kręgu elit politycznych - na plakatach wszak jest często tylko jego imię - Szymon. Tak, aby wyborcy znali go jako "swojaka", człowiek żyjącego obok, zwykłym życiem, a nie odrealnionego i zepsutego warszawskim salonem kabotyna.
 |
Facebook Szymon Hołownia
|
Konto instagramowe i facebookowe Hołowni prowadzone było na długo przed tym zanim pojawiła się idea wejścia w politykę. W "poprzednim życiu" Szymon Hołownia był dziennikarzem, pisarzem, publicystą, organizatorem akcji charytatywnych. Tego typu działalność wymagała innych akcentów i dróg dotarcia do odbiorców. Można więc wybaczyć takie oto dawne obrazy, do których estetyki wtedy nikt nie przykładał kategorii poprawności przekazu aspirującego polityka, bo przynależały bardziej do celebryckich form autoprezentacji podszytej niekiedy małokalibrowym, luzackim wygłupem:
 |
Instagram szymon.holownia
|
 |
Instagram szymon.holownia |
Po podjęciu decyzji o kandydowaniu, Szymon Hołownia wyraźnie zmienia swoją narrację fotograficzną na bardziej stonowaną, poważniejszą, a także poprawniejszą pod względem technicznym. To zabieg w pełni zrozumiały i pożądany. Zaczynają pojawiać się posty z konferencji prasowych, wizyt w mediach, a wszystko to okraszone dobrym garniturem i przemyślanymi kadrami. Zaczęła się budowa wizerunku potencjalnego lidera.
 |
Instagram szymon.holownia |
 |
Instagram szymon.holownia |
Czas kampanii wymusza również rozpięcia wachlarza działalności na rejony nowe, poprzednio nie eksplorowane, które pozwolą spojrzeć na kandydata jako potencjalnego reprezentanta społeczeństwa. Stąd pojawiają się w przekazie, nie tylko Szymona Hołowni, zdjęcia dokumentujące składanie kwiatów, oddawanie hołdu - słowem - łechtanie patriotyczno-martyrologiczne – potrzebne dość sporej części naszego społeczeństwa do legitymizacji pretensji kandydata do prezydenckiego fotela.
Hołd ofiarom katastrofy smoleńskiej:
 |
Instagram szymon.holownia |
i przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Dzień Zwycięstwa:
 |
Instagram szymon.holownia
|
Dotychczas Hołownia opiera się skutecznie zwyczajowi odwróconej selfiozy. Bardzo nieliczne są tego rodzaju obrazy w jego internetowej kolekcji. Wielość i różnorodność innych ujęć i kompozycji skutecznie zastępują tę masowo nadużywaną formę. Na zdjęciach kampanijnych Hołowni widzimy przede wszystkim ludzi, i to nie tłumy, morze głów, ale mniejsze grupki, często pojedyncze osoby wraz z kandydatem. To skuteczna technika pokazująca, że Szymon Hołownia nie ugania się za wielbicielami, woli kameralne spotkania, gdzie ma większy kontakt z ludźmi, którzy przyszli go posłuchać.
 |
Instagram szymon.holownia |
 |
Instagram szymon.holownia |
Już na koniec, osobiście bardzo podoba mi się zdjęcie, które odbrązawia postać kandydata, pokazuje, że kampania prezydencka to ciężka praca i nadchodzi taki moment, kiedy chce się przysiąść, odpocząć, ale nie ma na czym. Dla Szymona Hołowni, stroniącego od sztywnych reguł, takie zdjęcie może dodać sympatii wyborców.
Trud i zmęczenie to doświadczenie każdego uczestnika kampanii prezydenckiej, ale na taki kadr mogą sobie pozwolić tylko nieliczni z nich. Urzędujący prezydent i starający się o drugą kadencję Andrzej Duda, raczej nie powinien operować tego typu obrazami, tym bardziej nie powinna Małgorzata Kidawa-Błońska. Ale pozbawiony bagażu atrybutów urzędu i poważnego wieku Hołownia może sobie pozwolić pokazanie siebie siedzącego na podłodze.
 |
Instagram szymon.holownia
|
Trudno odmówić autentyzmu takiemu przedstawieniu. To zdjęcie nieodparcie nasunęło mi inny kadr z kampanii prezydenckiej, tym razem ze Stanów Zjednoczonych, autorstwa Callie Shell. Późniejszy prezydent Barak Obama nie zawahał się pokazać ile pracy nogami kosztuje go niezliczona ilość spotkań wyborczych. Zdjęcie to przysporzyło mu wiele szacunku i podziwu. W tym przypadku, niesympatyczny wizualnie atrybut zniszczenia obuwia był dużo mniej ważny od sposobu ich zniszczenia. Każdy wie, ile trzeba się nachodzić, żeby tak zniszczyć podeszwę butów, co do których mamy podejrzenie, że nie pochodziły z taniej kolekcji supermarketu. W takim - dość rzadkim przypadku - atrybut negatywny (podarty, zniszczony element odzienia - dziura w bucie) nie przeszedł na głównego bohatera zdjęcia. Nawet jeśli było to zdjęcie ustawiane, to mały fragment - aczkolwiek arcyważny - nie przesłonił i nie zdominował reszty przestrzeni fotografii, emitującej obraz zapracowanego polityka.
 |
fot. Callie Shell |
Całkiem inaczej potoczyły się losy zdjęcia Andrzeja Dudy, w którym fotoedytorzy chcieli zastosować podobny schemat myślowy jak ze zdjęcia Obamy. Niestety wyszło dokładnie odwrotnie, z prostego, banalnego powodu - zdjęcie razi sztucznością i nadmiarem pozowania. Toporna inscenizacja wywróciła do góry nogami chwalebne zamiary (chęć pokazania zacofania kolei na prowincji i usilne starania prezydenta o zmianę tej sytuacji na lepsze, poprzez podpisanie stosownej ustawy). Negatywne wizualne atrybuty (zniszczenie, zaniedbanie, prowincjonalność, lichota mebli ustawianych na peronie) zdominowały kadry z tego wydarzenia i ich negatywne nacechowanie spłynęło - mimo woli - na bohatera ujęcia. Zamiary ekipy prezydenckiej chybiły celu i to o całkiem sporo. Mamy tu klasyczny przykład, kiedy zainscenizowana sytuacja miała pokazać bohatera zdjęcia w pozytywnym światle, uwypuklić jego zaangażowanie w sprawy społeczne, ale nieporadność całej akcji udokumentowana przez fotografów wystawiła na pośmiewisko prezydenta i jego ludzi. Odbiór nie przykleił się do intencji w najmniejszym stopniu. Zdjęcie to zresztą dość szybko zniknęło z oficjalnego obiegu na kontach społecznościowych prezydenta Andrzeja Dudy. Biurko nie jest zdecydowanie przyjaznym elementem umeblowania dla prezydenta Dudy. Pisałem nieco o tym TUTAJ
 |
fot. Piotr Polak/PAP
|
Co ciekawe, motyw podpisywania ustaw na świeżym powietrzu praktykował też Bronisław Komorowski. Aranżacje te, choć daleko im do bycia majstersztykiem politycznego marketingu, to były jednak dużo bardziej przemyślane pod kątem wizualnym - zwrócono uwagę na tło i mebel - i nie wzbudzały tak negatywnych emocji.
 |
fot. Maria Eichler |
 |
fot. archiwum www.prezydent.pl |