środa, 20 stycznia 2021

Najnudniejsze zlecenie fotoreporterskie

W środowisku fotoreporterów zwykło się dość powszechnie uważać, że relacjonowanie obrad parlamentu stanowi jedno z najnudniejszych zadań, jakie mogą zlecić szefowie. Serie niekończących się wystąpień wiecznie skłóconych frakcji politycznych działają jak najlepszy usypiacz. Sytuacji wcale nie poprawia brak akcji i  powtarzające się te same gesty i pozycje parlamentarzystów. Nakaz przebywania w loży dziennikarskiej skutecznie uniemożliwia przemieszczanie się w poszukiwaniu interesujących ujęć. W skrócie - zsyłka karna, szczególnie dla młodych, żądnych dynamicznej pracy fotoreporterów.

Czasem jednak i w parlamencie dzieją się rzeczy nietuzinkowe, a nawet zupełnie niezwykłe, by nie powiedzieć przerażające.

Saul Loeb, fotoreporter AFP, dostał właśnie jedno z takich nudnych zleceń, polegające na śledzeniu sesji amerykańskiego parlamentu, jednak to, co stało się później - szturm na Kapitol i chaos w jego wnętrzu stały się tego dnia głównym tematem jego zdjęć . Atak prawicowych ekstremistów na budynek parlamentu wstrząsnął Amerykanami, wprawił w osłupienie sporą część świata, a i ucieszył tego i owego.

Relację Saula Loeba z tego wyjątkowego dnia można obejrzeć tutaj 




fot. Saul Loeb/AFP/Getty Images

Saul Loeb/AFP/Getty Images




fot. Saul Loeb/AFP/Getty Images


Jak mówi Loeb, fakt, że zwolennicy Trumpa znaleźli się w budynku amerykańskiego parlamentu był zaskoczeniem także dla nich samych. Nikt nie spodziewał się, że jeden z najpilniej strzeżonych budynków w USA tak szybko i prawie bez oporu ulegnie naporowi dzikiej tłuszczy. 
Również Drew Angerer z Getty Images, inny fotoreporter oddelegowany do obsługi posiedzenia obu izb parlamentu, nie przypuszczał, że tego dnia przyjdzie mu fotografować policjantów celujących z broni palnej do ludzi próbujących wedrzeć się do sali, na której przebywali członkowie Kongresu. 

fot. Drew Angerer/Getty Images




Spora część, zupełnie surrealistycznych ujęć z tych dramatycznych wydarzeń, została zrobiona przez fotografów, którzy relacjonowali przebieg zgromadzenia zwolenników prezydenta Donalda Trumpa i wraz z nimi, niesieni falą tłumu znaleźli się wewnątrz budynku. 



fot. Ron Haviv/ VII



fot. Win Mcnamee/ Getty Images/AFP




Budynek parlamentu, jakiegokolwiek kraju zachodniego, nie był do tej pory sceną tak osobliwych, groteskowych i  zarazem niepokojących wydarzeń. Powaga amerykańskich, słynących z patetycznych odniesień, instytucji państwowych zniknęła niczym śnieg na Florydzie, a kompromitacja odchodzącego prezydenta, okupiona pięcioma ofiarami śmiertelnymi zawstydziła wielu zatroskanych o swój kraj Amerykanów. Chaotyczne, rozstrzęsione materiały filmowe z wnętrza Kapitolu, muszą w tym przypadaku ustąpić pierwszeństwa fotografiom, które pozostaną tą wstydliwą, zapadającą w kolektywną pamięć pamiątką po tych wydarzeniach. 

Projektanci stron tytułowych tygodników i miesięczników już dostrzeli w tym epizodycznym potknięciu amerykańskiej demokracji źródło ożywczej inspiracji.


wtorek, 22 września 2020

Teatralizacja protestów ulicznych

Fenomen nietuzinkowych komponentów wizualnych, które towarzyszą szerokim strumieniom rozgoryczonych, demonstrujących mas ludzkich, zaczął mnie zastanawiać za czasów irlandzkiej recesji, począwszy od roku 2008. Wtedy to regularnie relacjonowałem uliczne protesty i z tygodnia na tydzień rósł mój podziw nad wyobraźnią i kreatywnością demonstrantów. Zacząłem śledzić rozwój współczesnych form protestów ulicznych, mając w pamięci czarno-białe zdjęcia z demonstracji „Solidarności” z lat 80. Od tamtych czasów oprawa, jaka towarzyszy zmasowanej formie protestu uległa znacznym zmianom.



Manifestacja NZS 1989 w Lublinie
Manifestacja NZS 1989 w Lublinie fot Marek Tischner



Demonstracja w jednym z miast w Polsce, 1981r. fot  A. Zbraniecki 



Ale i w tamtych „szarych” czasach można było zauważyć ruchy, który wyprzedziły swój czasy i do gry protestu wobec totalitarnej władzy zaprzęgły coś w rodzaju performansu - happeningu - spektaklu.  Mowa oczywiście Pomarańczowej Alternatywie.




Były to działania, choć w rdzeniu protestacyjne, to nakierowane na osiąganie nieco innych celów (drwina, żonglerka absurdami, kompromitacja władzy) niż klasyczne demonstracje uliczne i jako takie przynależą zarówno do świata sztuki jak i masowego protestu społeczno – politycznego. Obecne tam pierwiastki niedookreśloności, przypadku, „szaleństwa happeningu” emanują raz po raz w demonstracjach czasów późniejszych, windując stopień wyrazistości tych protestów.


Wraz z rozwojem medialnych technik cyfrowych, w tym głównie aparatów, kamer i smartfonów, oraz internetu, uliczne protesty na całym świecie przestały być jedynie monolitycznym zbiorowiskiem ludzi protestujących przeciwko czemuś lub komuś z hasłami wymalowanymi farbą na kawałku sklejki czy paśmie białego materiału trzymanego przez dwie osoby. 


Zgodnie z wielokrotnie potwierdzoną teorią o wzroście znaczenia terminu "spektakl", odnoszącego się do różnych form organizowania, przeżywania i ekspresji emocji w dużych zbiorowiskach ludzkich (Guy Debord - "Społeczeństwo spektaklu", wyd. 1967), mamy tu do czynienia z mechanizmem odgrywania pewnych ról. Aby uczynić swój protest zauważalnym - a więc domyślnie, skutecznym - uczestnicy protestów robią wszystko aby uatrakcyjnić swoje akcje. Starają się przykuć uwagę. Protest, demonstracja, manifestacja - również stały się towarem - i trzeba je atrakcyjnie opakować aby z powodzeniem je sprzedać. W pierwszej kolejności mediom.

Dawne obrazy ulicznych demonstracji, które patetycznie określano mianem „niezmierzonego morza głów”, zaczęły ustępować miejsca innego typu ujęciom. Najczęściej obrazy te przedstawiają czoło pochodu lub manifestacji, w którym można dostrzec przeróżnej proweniencji performerów, osoby przebrane w najdziwniejsze kostiumy, których źródeł inspiracji można szukać od postaci z czasów epoki kamienia po mitologię filmów science-fiction w typie „Gwiezdnych wojen”. Zjawisko to stało się powszechne na wszystkich kontynentach, najobficiej jednak kwitnąc w krajach liberalnej demokracji.


W instrumentarium nowoczesnej demonstracji ulicznej bardzo często pojawiają się rekwizyty lub atrapy przedmiotów kojarzące się z profesją protestujących: zwierzęta hodowlane lub ich części, narzędzia pracy - proste i mechaniczne, jeśli akurat protestują np. rolnicy:

Warszawa, fot. Michał Kołodziejczak Twitter

Farmer w ciągniku podczas protestu przed siedzibą rządu, Dublin, Irlandia, 2012, fot. Tomasz Szustek

Atrapy wielkich strzykawek i czepki – jeśli protestują pielęgniarki:


Protest pracowników służby, Irlandia, 2011 fot. Tomasz Szustek

Uliczne demonstracje wypełniają kukły, lalki, monstrualne podobizny znanych i kontestowanych osób. 

Antyrządowa demonstracja w Irlandii w 2009r., karykatury premiera i ministra finansów, fot. T. Szustek



Protest przeciwko wizycie Donalda Trumpa w Irlandii, Dublin 2019, fot. Tomasz Szustek



Minorowe nastroje popychają oburzonych demonstrantów do wywleczenia na ulice całego asortymentu rekwizytów spod znaku Tanatosa, jak trumny, maski rzekomej śmierci, a nawet tu i ówdzie kosy. 


Protest policjantów w Warszawie, fot. PAP 2018



Protestujący niosą trumnę z napisem Hodowle polskie do piachu
Protest branży futerkowej w Warszawie 2020 fot. Jakub Szafranski z strony www.krytykapolityczna.pl



Protest studentów, Irlandia, 2011, fot. Tomasz Szustek


Protest antyrządowy, Dublin, Irlandia 2013, fot. Tomasz Szustek



Znacznemu urozmaiceniu uległy też hasła protestujących. To już nie tylko proste napisy jak w podczas poznańskiego czerwca „Żądamy chleba” ale wielowątkowe, erudycyjne mini-poematy.
Organizatorzy protestów w mig zrozumieli, jak wiele dla zwiększenia pola rażenia ich idei znaczy możliwość przyciągnięcia uwagi mediów, w tym fotoreporterów. Nietuzinkowe postacie, przebrania, rekwizyty, transparenty, banery, flagi i hasła przyciągają jak lep, obiektywy kamer i aparatów fotograficznych.


Postać z antyrządowego protestu, Dublin 2010, fot. Tomasz Szustek


 Oto kilka przykładów z warszawskiego strajku klimatycznego z 2019r.



ze strony noizz.pl,  (https://noizz.pl/ekologia/najlepsze-transparenty-z-mlodziezowego-strajku-klimatycznego-warszawa/2qse1cn#slajd-7) 


ze strony noizz.pl, (https://noizz.pl/ekologia/najlepsze-transparenty-z-mlodziezowego-strajku-klimatycznego-warszawa/2qse1cn#slajd-7) 


Skrajnymi przykładami pomysłu przyciągnięcia uwagi mediów i wywołania małego medialnego tsunami są protesty grupy Femen

 https://cryptome.org/2015-info/femen-strauss/femen-strauss.htm


czy akcje egipskiej aktywistki Alii Magdy Elmahdy skierowane przeciwko opresyjności prawa islamskiego

ze strony www.courrierinternational.com


Kobiety w pełni wykorzystują siłę przyciągania swoich odsłoniętych ciał, i z szoku obyczajowo-kulturowego, czynią strategię dotarcia ze swoim przekazem do odbiorcy wizualnego. Czy to przekracza już sferę dobrego gustu? przyzwoitości?  Walka o wielkie sprawy wymaga determinacji i pomysłowości. Protesty na całym świecie mają się dobrze, jest jeszcze wiele do wywalczenia, sporo do obalenia. Czekam na nowe, interesujące metody ulicznego oburzenia.

PS. dopisek z początku listopada

Nie liczyłem na wiele, w tak krótkim czasie, gdy pisząc w połowie września kurtuazyjne i zdawkowe "Czekam na nowe, interesujące metody ulicznego oburzenia". Działające jak kropla przeważająca czarę oburzenia, orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z dnia 22. października dotyczące warunków dopuszczalności przerywania ciąży, wywołało niespotykaną dotąd w III RP falę społecznego sprzeciwu. Uliczne demonstracje, za nic mające koronawirusowe obostrzenia, zachwiały delikatną równowagą sceny politycznej i na dobre wykuły nowe paradygmaty sprzeciwu wobec opresyjności partii rządzącej. 

fot. www.facebook.com/SekcjaGimnastyczna/



fot. www.facebook.com/Barejabytego/


Co najbardziej rzuca się w oczy na protestach Strajku Kobiet, to hasła jakie głoszą jego uczestniczki i uczestnicy. W powyższym poście wspominałem o hasłach na transparentach, które niekiedy bywają małymi formami artystycznymi, i właśnie w manifestacjach w proteście przeciwko zaostrzaniu warunków aborcji, ta forma sprzeciwu osiągnęła niespotykaną dotąd w Polsce finezyjność. Ilość i obszar skojarzeń, odniesień, parafraz, zapożyczeń, interpretacji, przysłów, a wszystko to podlane wulgarną dosłownością głównego hasła nawołującego, delikatnie mówiąc "do opuszczenia sceny", zszokowało wielu demokratycznych purystów ulicznych demonstracji, a urzekło na przykład naszą najnowszą noblistkę Olgę Tokarczuk.

fot. www.facebook.com/SekcjaGimnastyczna/



fot. www.facebook.com/SekcjaGimnastyczna/



fot. www.facebook.com/SekcjaGimnastyczna/



fot. www.facebook.com/SekcjaGimnastyczna/




fot. www.facebook.com/SekcjaGimnastyczna/



fot. www.facebook.com/SekcjaGimnastyczna/


Medialność przekazu tych manifestacji jest uderzająca. Używany język jest bezcermonialnym slangiem samych oburzonych, nie rządzą nim reguły skostniałych, pokrytych kurzem zaśpiewów rewolucyjnych z częstochowskimi rymami. Od samego początku uliczna forma protestu ukierunkowana była na jak największy zasięg wizualnego rażenia.

Antywirusowy nakaz noszenia maseczek uczynił z uczestników i uczestniczek tych marszów oburzenia anonimowych demonstrantów. W niepamięć poszły niegdysiejsze zakazy zasłaniania twarzy, notorycznie łamane przez patopatriotów z warszawskich Marszów Niepodległości 11 listopada. Niemożność identyfikacji zawsze pobudza do działań bardziej radykalnych, tak było zapewne i w przypadku licznych akcji Strajku Kobiet, a swoją nad wyraz patologiczną formę przybrało znowu na Marszu Niepodległości 2020, ale to już inna historia.


fot. www.facebook.com/SekcjaGimnastyczna/

fot. Karol Grygoruk,  www.instagram.com/karolgrygoruk/



Wspomniane błyskotliwe, bezkompromisowe hasła, jeden, mocny, łatwy do zapamiętania znak rozpoznawczy Strajku Kobiet - czerwony piorun, bezpośredniość przekazu, poparcie wielu znaczących osób zaufania publicznego, naukowców, artystów, celebrytów - to wszystko świadczy, o prawdziwym, niekłamanym oburzeniu ale i o znajomości reguł dotarcia ze swoim przekazem do jak największej ilości odbiorców. 


fot. www.facebook.com/SekcjaGimnastyczna/


fot. Karol Grygoruk,  www.instagram.com/karolgrygoruk/

Ten sam protest z tą samą ilością ludzi go popierających miałby znacznie mniejszy wpływ na rządzących, gdyby był tylko zbiorowiskiem ludzi krzyczących swoje hasła na ulicach. Bycie widzianym w formie agresywnej, skierowanej prosto w oponenta bywa skuteczną bronią  uciemiężonych. Pozostaje jeszcze kwesta determinacji. Czas jak zwykle pokaże, czy protest faktycznie stanie się zaczynem zmian czy po takim niezwykłym, żywiołowym starcie pogrąży się w zimowym letargu, a młodzi gniewni powrócą do wpatrywania się w ekrany swoich smartfonów, jak to miało miejsce np. w przypadku niedawnych protestów młodzieży w Turcji.

środa, 24 czerwca 2020

Stan jak na zdjęciu czyli fotograficzne spektakle w polskiej polityce cz.2. Kampania prezydencka - Rafał Trzaskowski

Kampania prezydencka przed 1. turą na finiszu, czas przedstawić narrację fotograficzną ostatniego z grona 6. głównych kandydatów - Rafała Trzaskowskiego


Prezydent Warszawy zastąpił Małgorzatę Kidawę-Błońską w wyścigu o prezydencki fotel i musiał natychmiast wziąć się do pracy, bo miał dużo mniej czasu niż pozostali kandydaci na osiągnięcie swojego celu. Na szczęście, jego przekaz poprzez wizerunek fotograficzny został ukonstytuowany dużo wcześniej, przy okazji walki o prezydenturę Warszawy. Teraz wystarczyło tylko przestawić machinę produkcji wizualnej na inne, bardziej ambitne tory. Sztab Koalicji Obywatelskiej, który całkiem dobrze  - pomimo klapy całego projektu - poradził sobie z foto-wizerunkiem jego poprzedniczki równie i w tym przypadku wykazuje się profesjonalizmem, dobrym okiem i konsekwencją budowy obrazu lidera opozycji.

Rafał Trzaskowski trzyma wysoko uniesionąr ękęw geście pozdrowienia
Instagram trzaskowskirafal


Nic dziwnego, że powyższe zdjęcie stało się jedną z ikon kampanii Rafała Trzaskowskiego. Nie wiem czy było ustawiane, czy zrobione na jednym ze spotkań wyborczych, ale efekt jest zaskakująco dobry. Poza jest zaiście "wodzowska", mina doskonała, tło całkowicie czyste od jakichkolwiek obcych elementów, tylko niebo z chmurami idealnie ułożonymi w nieregularne, nic nie przypominające (a to ważne) wzory i te słoneczne refleksy ("postać w blasku") - hit ostatnich lat w zdjęciach instagramowych. 

"Na wodza"

Trzaskowski startuje z pozycji absolwenta Kolegium Europejskiego, prezydenta stolicy, byłego europosła mówiącego pięcioma językami, więc kampania "na swojaka", "jednego z nas", tak jak w przypadku Szymona Hołowni czy Kosiniaka-Kamysza, byłaby podszyta fałszywym tropem. Model "wodzowski" był zatem  jedynym wyjściem na bezpośrednią konfrontację z urzędującym prezydentem, który również  wodzowską retoryką chce zaczarować wyborców.


Rafał Trzaskowski na tle flag Polski i UE
Instagram trzaskowskirafal

Instagram trzaskowskirafal 14 czer.

Instagram trzaskowskirafal


Rafał Trzaskowski przemawia z pomnikiem Neptuna w tle
Instagram trzaskowskirafal

Wodzowskie tony są i może dominujące, ale nie można odmówić Rafałowi Trzaskowskiemu chęci pokazania siebie w różnorakich interakcjach z ludźmi.


Instagram trzaskowskirafal


Instagram trzaskowskirafal

Na domowo

Żona Rafała Trzaskowskiego, Małgorzata również stara się brać udział w kampanii męża, często występuje w krótkich filmach video na Instagramie, podobnie jak ich dwoje dzieci. Seria "ocieplających" zdjęć rodzinnych nie jest duża, ale stanowi ważny akcent w wizerunku Trzaskowskiego. Zdjęcia te, zdają się nawiązywać do bardzo lubianej i popularnej wśród klasy średniej estetyki katalogów lub reklam skandynawskich sklepów z wyposażeniem domu. Białe koszule, jasne meble, rozmyte tło, zrelaksowane pozy skąpane w rodzinnej czułości - to częste elementy widoczne na tych zdjęciach.

Rafał Trzaskowski siedzi z żoną na kolanach w fotelu w ich domu
Instagram trzaskowskirafal


Rafał Trzaskowski stoi przytulony z żoną w kuchni ich domu
Instagram trzaskowskirafal


Rafał Trzaskowski bawi się ze swoimi dziećmi
Instagram trzaskowskirafal 19 czer


Pod względem fotograficznym narracja kampanii Rafała Trzaskowskiego idzie w ślady jego poprzedniczki,. Poprawna tematycznie, doskonała technicznie, z odrobiną błyskotliwości, ale bez skandali czy prowokacyjnych akcentów, które możemy niekiedy zobaczyć w jego materiałach wideo. 
Jakie będą efekty poczynań sztabu Rafała Trzaskowskiego i pozostałych kandydatów przekonamy się już niebawem.

Wszyscy wiemy, że fotografie z kampanii prezydenckiej oglądane na ekranach naszych smartfonów i komputerów to taki nowoczesny iluzjon o zróżnicowanej skali barw prawd, półprawd, udawania, a bywa, że i fałszu. Iluzjon to wszakże fascynujący, w ciągłym ruchu, przytłaczający ilością obrazów,  znaczeń i odniesień za nimi płynących do już i tak przeciążonego bodźcami wizualnymi widza- wyborcy. A przecież obrazy - ruchome i nieruchome - to tylko część, dużo większego, medialnego mechanizmu kręcącego się w polityce 24h na dobę.

Stan jak na zdjęciu czyli fotograficzne spektakle w polskiej polityce cz.2. Kampania prezydencka - Władysław Kosiniak-Kamysz



W poprzednich postach mieliśmy okazję przejrzeć co, w kwestii narracji fotograficznej mają poszczególni kandydaci i kandydatka do zaprezentowania. Kolejno, w zgodzie z alfabetem, odwiedziliśmy konta mediów  społecznościowych Roberta Biedronia, Krzysztofa Bosaka, Andrzeja Dudy, Szymona Hołowni i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.   










Pora na przedstawienie co oferuje swoim interentowym zwolennikom Władysław Kosiniak-Kamysz.
Zaangażowanie do obsługi swojej kampanii prezydenckiej profesjonalnych fotografów było, jak się wydaje, sprawą bez dyskusji dla kandydata ludowców. Nigdyś, jego konta mediów społecznościowych wypełnione były głównie selfie i i innymi równie kiepskimi zdjęciami smartfonowymi. Obecny poziom techniczny i merytoryczny jego autoprezentacji wizualnej nieodparcie wskazuje, że za aparatem stoją osoby o znacznych umiejętnościach, a nie, jak to w przypadku niektórych kandydatów bywało, szwagier albo znajomy kolegi. Zdjęcia, jakie prezentują się na kontach mediów społecznościowych Kosiniaka-Kamysza są z pewnością  wykonane wzorowo pod kątem technicznym, ale spójrzmy, co ponadto mogą nam komunikować. 

Jeszcze tylko mała uwaga poza-fotograficzna, a w zasadzie około-fotograficzna. Warta uwagi jest grafika, która jest głównym elementem wizualnym kampanii kandydata Koalicji Polskiej. Uznanie należy się także dla samego kandydata, który pomimo walki o konserwatywny elektorat zdecydował się wybrać na swoje logo motyw z palety najnowszych trendów graficznych - a nie, jak to bywa najczęściej - zdjęcie portretowe.

portret Władysława Kosiniaka-Kamysza w grafice wyborvczej
Instagram kosiniakkamysz


Zaczynamy przegląd fotografii kampanii od ujęć tradycyjnych. Jak zawsze pojawia się motyw zebrania wyborczego i przemowy. 

Władysław Kosiniak-Kamysz przemawia ze sceny na wiecu wyborczym
www.kosiniakkamysz.pl

Powyższe zdjęcie otwiera stronę internetową Władysława Kosiniaka-Kamysza - i słusznie. Mamy tu wszystkie elementy dobrego zdjęcia kandydata na prezydenta. Może poza panią z tle, wszytko jest wzorocowe. Kandydat w akcji, z mikrofonem w dłoni, mina poprawna, gest rąk sugerujący zaangażowanie w to co się mówi do ludzi, a ludzi tych tłum słuchający poniżej całkiem spory, wypełnijący po brzegi kadr zdjęcia. Biała koszula z zakasanymi rękawami, to od lat motyw pożądany na zdjęciach polityków, sugerujący "wzięcie się do roboty", aktywność; elegancję, ale z domieszką nonszlancji. Flagi UE i Polski w tłumie zwolenników celnie dopełniają deklaracje programowe. Zdjęcie jest też bardzo udaną próbą uchwycenia sceny "pod światło". Dość trudno zrobić takie zdjęcie, wymaga sporo zdolności technicznych i bacznej kontroli zachowania się systemu pomiaru jasności. Ostrość, kontrast i jasność udało się tu zachować w idelanych proporcjach, a przy tym źródło światła jest nadal mocno widoczne, ale nie przeszkadza w odbiorze.

Podkreślenie roli lidera w przekazie fotograficznym Kosiniak-Kamysza jest bardzo dyskretne. Nie odnajdziemy tu ujęć "wodzowskich" spotykanych u innych kandydatów, z patosem, napuszeniem i nieskrywaną manią wielkości. Kandydat Koalicji Polskiej jest najczęściej przedstawiany wśród ludzi, w interakcji z nimi, pomimo, że czasem są to kadry ciekawe, a czasem nudne. Poniżej jedno z niewielu ujęć w stylu podniosłym.  


Władysław Kosiniak-Kamysz z założoną maseczką na tle pomnika
Instagram  kosiniakkamysz  13 maja

Oczywiście obowiązkowe są zdjęcia podczas przemawiania na wiecach, niosą one w sobie potencjał obrazowania przywódctwa, ale w wykonaniu Władysława Kosiniaka-Kamysza jest to potencjał przyjazny, ciepły, budzący sympatię. Naturalnym podkreśleniem jego pozycji lidera jest rownież pokaźny wzrost, który nie jest zanadto eksploatowany na zdjęciach, przez co wypada bardziej naturalnie. Dość często widzimy Kosiniaka-Kamysza kucającego i witającego się a to z dzieckiem, a to z pieskiem.


Władysław Kosiniak-Kamysz przemawia do mikrofonów na wiecu wyborczym
Instagram  kosiniakkamysz


Władysław Kosiniak-Kamysz  z dwiema kobietamigłaszcze psa
Instagram  kosiniakkamysz 18 czer

Nie oparł się niestety kandydat ludowców epidemii odwróconej selfiozy, wśród mediów społecznościowych znaleźć można setki zdjęć jak te poniżej. 

Władysław Kosiniak-Kamysz pozuje do selfie z swoimi zwolennikami
Instagram 13 czer. kosiniakkamysz 

Władysław Kosiniak-Kamysz robi selfie z grupą ludzi
Instagram kosiniakkamysz

Ale cieszy fakt, że nie jesteśmy już katowani selfie w dawnym stylu, sprzed kampanii prezydenckiej, oto zdjęcie z Instagrama z 2017 roku hashtagiem #polishgirls (na zdjęciu 7 mężczyzn i dwie kobiety).

Władysław Kosiniak-Kamysz na selfie z grupą kobiet i mężczyzn z PSL
Instagram kosiniakkamysz 

Robota dobrego fotografa

Generalnie, w przekazie Władysława Kosiniaka-Kamysza pojawia się problem nadmiaru fotografii. Setki takich samych ujęć - najczęściej scena trzymania baneru kandydata lub uścisk dłoni na wiecu wyborczym - są męczące dla oka, nie wnoszą nic nowego, a sprawiają wrażenie, że fotografowie podążają co dzień tym samym tropem prezentacji kandydata. Nie jest to jednak prawdą, bo jeden z nich, były fotograf prezydenta Komorowskiego - Łukasz Kamiński, ma doskonałą kolekcję czarno-białych fotografii, z których tylko nieliczne, są wybierane na oficjalne kanały mediów społecznościowych. Spójrzmy na przykład na poniższe dwa zdjęcia:


Władysław Kosiniak-Kamysz przegląda smartfona a jego żona stoi i spogląda na kartki papieru trzymane w ręku
fot. Łukasz Kamiński FB LukaszKaminskiFotograf



Odbicie w lusterku samochodowym twarzy Władysława Kosiniaka-Kamysza
fot. Łukasz Kamiński 

Ujęcia doskonale skomponowane, niebanalne, efekt bystrej obserwacji, a nie znalazły uznania w oczach innych sztabowców Kosiniaka-Kamysza. W zamian, dostajemy tony zdjęć banalnych, zapewne tego samego autora, ale to takie ujęcia jakie robi się machinalnie, z obowiązku. Stanowią one kolorową papkę wyborczą, schlebiającą najniższym gustom wizualnym i nie chodzi tu tylko o domniemaną wyższość fotografii czarnobiałej nad kolorową. O ile Instagram i FB Władysława Kosiniaka-Kamysza zostały zdominowane przez tę jarmarczną formę prezentacji fotograficznej, to na jego Twitterze można czasem znaleźć te bardziej "niszowe", ale dużo ciekawsze zdjęcia Łukasza Kamińskiego.

Kontury postaci Władysława Kosiniaka-Kamysza podczas wygłaszania przemówienia
Władysław Kosiniak-Kamysz przemawia na wiecu wyborczym
Władysław Kosiniak-Kamysz idzie środkiem korytarza sejmowego okolonego kolumnami


W mojej ocenie, zbalansowany mix ujęć tradycyjnie związanych z kampanią (spotkania wyborcze, przemówienia, scena itp) wraz ze stonowanymi ujęciami w czerni i bieli mógłby być najciekawszą propozycją ze wszystkich narracji kandydatów w tych wyborach prezydenckich. 
To jeszcze jeden przykład, że dobry fotograf to prawie połowa sukcesu - reszta to ludzie, którzy decydują o doborze zdjęć do publikacji. Gdy zawodzi ten drugi element, otrzymujemy jako główny obraz dnia taki oto pretensjonalny portret, który nie całkiem przysparza sympatii politykowi pragnącemu zająć najwyższy urząd w państwie.

Władysław Kosiniak-Kamysz w słonecznych okularach
Instagram  kosiniakkamysz 11 czer.

Więcej nie znaczy lepiej

Trudno zrozumieć motywy kierujące osobą, która postanowiła objawić światu 3 poniższe zdjęcia. Są całkowicie banalne, z minimum treści i znaczenia tylko że zrobione sprawnie technicznie, z należytym operowaniem głębią ostrości.

Zwolennik kandydatury Władysława Kosiniaka-Kamysza na wiecu wyborczym
Instagram kosiniakkamysz 17 czer 



Zwolennik kandydatury Władysława Kosiniaka-Kamysza trzyma baner na wiecu wyborczy
Instagram kosiniakkamysz 17 czer


Władysław Kosiniak-Kamysz podaje dłoń kobiecie na tle wozu strażackiego
Instagram kosiniakkamysz 17 czer


Dla kontrastu, który jest mocno obecny w materiałach fotograficznych kampanii Władysława Kosiniaka-Kamysza, pode spodem kilka ujęć, na które miło popatrzeć, cieszą formą, kolorem i emocjami jakie wywołują.


Władysław Kosiniak-Kamysz w maseczce na tle żółtego pola rzepaku
Instagram kosiniakkamysz

Władysław Kosiniak-Kamysz przemawia z podestu na spotkaniu wyborczym
Instagram kosiniakkamysz 14 czer

Fotografie z rodzinnego albumu


Zupełnie oddzielnym rozdziałem w narracji fotograficznej są zdjęcia rodzinne. To tzw "nurt ocieplający" kandydata, który bardzo chciałby, aby zobaczono w nim także zwykłego człowieka. W przypadku Władysława Kosiniaka-Kamysza mamy cały pakiet zdjęć rodzinnych. Całkiem niedawno jego żona urodziła córkę i zdjęcia pary ze słodkim bobasem musiały stać się częścią kampanii. Trudno o lepszą rekomendację człowieka niż jego szczęśliwa rodzina. 

Władysław Kosiniak-Kamysz z żoną i dzieckiem przeglądają sie w lustrze
Instagram kosiniakkamysz


Pani Paulina Kosiniak-Kamysz czynnie włącza się w kampanię męża, udzielając wywiadów i prowadząc własne konta mediów społecznościowych. Cała Polska mogła także oglądać wielkopłaszczyznowe billboardy z rodziną Kosiniaków.

Wielkowymiarowy billboard pokazujący rodzinę Kosiniaków wisi na ścianie budynku w mieście
FB paulinakosiniak 15 czer

Władysław Kosiniak-Kamysz z żoną całująjednocześnie swoją małą córkę w głowę
Instagram paulinakosiniak 


Bardzo bogata ikonografia kampanii Władysława Kosiniaka-Kamysza sprawia wrażenie nieco chaotycznej i przeładowanej ilością zdjęć, z drugiej zaś strony, jest w tym zestawie wiele kadrów wartych uwagi. Gdyby wybrać tylko 40% najlepszych zdjęć, dodać kilka ujęć zakulisowych z cyklu "polityka od kuchni", to powstałby całkiem przyzwoity foto-dokument o polskiej kampanii prezydenckiej.