środa, 22 lipca 2026

Czy czas skończyć z danse macabre? Ludzkie kości na zdjęciach.

Najbardziej popularne posty z tego bloga:

W fotoreportażu czy dokumencie wojennym, motyw zwłok lub szkieletu ludzkiego stanowi podbicie emocji u widzów;to środek mający zwrócić uwagę na przedstawiany problem. Często pokazanie takiego obrazu jest poprzedzone stosowną informacją w typie „treści drastyczne”, „viewer discretion is advised” lub „graphic content”.

Przedstawianie zwłok, szczególnie zakrwawionych, nie jest powszechnie akceptowane w mediach mainstreamowych i społecznościowych. To dobra praktyka, czy warto ją rozszerzyć także na szczątki kostne? 

Wiele środowisk uważa, że to krok w dobrym kierunku. Chodzi przede wszystkim o ograniczenie widoku ludzkich kości tam, gdzie nie jest to konieczne, lub o używanie szerszych kadrów, tak aby nie „karmić” nadmiernie widzów zbliżeniami.

Szkielety w historii sztuki

Przedstawienia szkieletów ludzkich mają przebogatą historię w ikonografii świata zachodniego. W starożytnej Grecji motyw bardzo rzadki, w Imperium Rzymskim już częstszy - memento mori - przypomnienie o nieuchronności śmierci, w średniowieczu doczekał się ekspansji w ramach dominującej wiary chrześcijańskiej, która podkreślała "marność świata doczesnego". Wyrazem tego był bardzo popularny w malarstwie i rzeźbie motyw danse macabre, czyli korowódu ludzi prowadzonego przez tańczące szkielety. Przedstawienia te symbolizowały równość wszystkich w obliczu śmierci.

Dance macabre w kościele NMP w Istrii, 1474, Vincenzo di Castua,
Dance macabre w kościele NMP w Istrii, 1474 r., Vincenzo di Castua, źródło meisterdrucke.fr

W sztuce Zachodu późniejszych epok motyw czaszki jest obowiązkowym elementem sztuki funeralnej.

Rzeżba czaszki w koronie - motyw z sarkofagu cesarskiego, krypta cesarska we Wiedniu
Czaszka w koronie - motyw z sarkofagu, Krypta Cesarska we Wiedniu, fot. T. Szustek

To wszystko jednak były przedstawienia odwzorowujące - sytuacja zmieniła się wraz z nadejściem ery fotografii, która przedstawia bardziej "realnie". Publiczność była już jednak przyzwyczajona do takich widoków i reagowała podobnie jak dziś: czaszka dodaje dreszczyku emocji, wzmaga odczucia, dodaje tajemnicy, trąci mroczną stroną życia. Piszczel znamionuje trupa, a trup - wiadomo - ożywia akcję.

Kości - dowód na krzywdę

Jedną z instytucji, które szczególnie upodobało sobie epatowanie ludzkimi kośćmi i czaszkami jest Biuro Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej. W postach na FB BPiI IPN dotyczących częstych ekshumacji, tłoczno od zbliżeń potylic, szczęk i żuchw ofiar totalitaryzmów zmarłych bądź zamordowanych w czasie drugiej wojny światowej i w czasach nieco późniejszych.

Jakby trzeba było po raz tysięczny udowadniać krzywdy wyrządzone ludziom, jakby dane statystyczne, raporty historyków czy cicha praca archeologów wydobywających szczątki z dołów śmierci nie wystarczały, by pokazać, jakie cierpienia spadły na społeczeństwo polskie.

Czy ktoś zadaje sobie pytanie o pośmiertną godność tych osób? Czy są już tylko "przedmiotem" do wystawienia, dowodem zbrodni, którym za wszelką cenę trzeba grać, aby poić się martyrologią?

Zamazane w programie graficznym czaszk i kości w wykpie podczas ekshumacji
Szczątki kostne podczas ekshumacji, źródło: facebook.com/poszukiwaniaipn, (rozmycie - TS)

Zamazane w programie graficznym czaszk i kości w wykpie podczas ekshumacji
Szczątki kostne podczas ekshumacji, źródło: facebook.com/poszukiwaniaipn, (rozmycie - TS)

A gdyby to był Wasz pradziadek czy prababcia, bestialsko zamordowani przez siepaczy jednego bądź drugiego zbrodniczego, totalitarnego systemu? Czy chcielibyście, aby ich marne kostne szczątki, szeregi zębów przerzedzone chorobami i torturami, gościły na ekranach milionów smartfonów? A czy oni, ci ludzie - by tego chcieli? Czy po śmierci nie mamy już prawa do dysponowania tym, co po nas pozostanie i tegoż wizerunkiem?

Takie pytania zadają sobie coraz częściej nie tylko fotografowie.

W muzeach usuwają prawdziwe kości

Niektóre muzea już wycofały się z eksponowania prawdziwych ludzkich kości na rzecz dokładnych kopii wykonanych metodą druku 3D. Motywacje na gruncie etycznym często łączą się z presją społeczności, której przodkowie są przedmiotem wystaw czy publikacji zdjęć - dotyczy to m.in. plemion Ameryki Północnej >> Is It Ever OK to Publish Photographs of Human Remains? 

Dylematy mają także antropolodzy i archeolodzy, dla których kości są przedmiotem badań. O ile dokumentacja naukowa nie budzi wątpliwości, to publikowanie ludzkich szczątków kostnych w wydawnictwach popularnonaukowych czy wręcz felietonistycznych nastręcza już części środowiska poczucie niestosowności >> How should Anthropologists use images of the dead?

W Polsce także ten temat powoli wchodzi do debaty publicznej >> Szacunek i dociekliwość. Spory o muzealizację szczątków ludzkich 

Powstał nawet zbiór wytycznych: Praktyczne i etyczne aspekty gromadzenia i ewidencjonowania szczątków ludzkich w muzeach

Zbiór zmumifikowanych mieszkańców Palermo w kryptach klasztoru kapucynów można zwiedzać, ale fotografowanie jest tam zabronione, podobnie jak w Kaplicy Czaszek w Kutnej Horze w Czechach, gdzie zakaz wprowadzono całkiem niedawno.

Obrazy pośmiertnych szczątków ludzkich w różnej postaci przewijały się i będą przewijać przez nasze życie. Warto jednak, aby fotografowie, foto- i wideodokumentaliści przyjęli nieco bardziej rygorystyczne nastawienie względem swobodnego dysponowania wizerunkiem cudzych szczątków doczesnych.

Pamięć o ofiarach nie wymaga ich obnażania, kultura pamięci nie musi bazować na bezwzględnym wizualnym podglądactwie. Powinniśmy nauczyć się patrzeć na śmierć z większą pokorą i oddać czasem pole słowom, które potrafią zachować godność tam, gdzie obraz już jej nie daje.

wtorek, 22 kwietnia 2025

Fotografia jako mapa

Istnieje nieskończona liczba teorii mówiących jak powinno się interpretować  fotografie. 

Niektórzy postulują traktować zdjęcia jako wieloznaczny tekst, inni - coraz mniej liczni - jako prawdomówny wycinek rzeczywistości. Są też tacy, którzy widzą w każdym obrazie z aparatu fotograficznego ekspresję autora wyrażoną w dziele sztuki.

Zawsze interesował mnie sposób patrzenia na fotografię jak na mapę. Nie jest to podejście ani nowe, ani oryginalne, ani całościowe. Niemniej jednak ciekawe.

Z pojęcia mapy najbardziej przydatne do interpretacji fotografii wydają się pojęcia skali i kontekstu. 

Umiejętność operowania skalą ułatwia przyjrzenie się i wydobyciu informacji dostępnych na mapie/zdjęciu. Aby zrozumieć i wyciągnąc jakąś porcję informacji z mapy np. dostępności wody w Azji, trzeba być uzbrojonym w pokaźną wiedzę o klimacie w poszczególnych regionach, sieci rzek, procesach demograficznych, konfliktach zbrojnych, stanie gospodarki poszczególnych krajów, ich ustroju politycznym, religii, wiodącym przemyśle, itd. 

mapa dostępności wody w Azji
ze strony https://sedac.ciesin.org/maps/gallery/search?facets=region:asia&facets=theme:water

Nie mniejszą dawką wiedzy, tym razem m.in. o formach ukształtowania terenu i ich desygnatach graficznych trzeba się wykazać studiując szczegółową mapę topograficzną.

Fragment mapy topograficznej
Fragment mapy topograficznej


W przypadku czytania map obowiązuje zasada: im więcej wiesz o kontekście, tym więcej jesteś w stanie wyciągnąć informacji. Podobnie w fotografii. Czasami podpis zdjęcia pomaga w jego zrozumieniu, czasem nie bardzo, a czasem podpisu po prostu nie ma.

Patrząc na poniższe zdjęcie, dobrze jest wiedzieć czym był ruch talibów w latach 90., co zrobili swojemu krajowi i jak kształtowała się przyszłość Afganistanu po serii wojen.

Widok całowicie zniszczonych budynków w Kabulu w 1996 r.
fot. Krzysztof Miller, Kabul po zdobyciu przez talibów


Zupełnie inną skalę trzeba przyłożyć do poniższego zdjęcia Eda Khasi. Ujęcie, choć niezwykle emocjonalne, jest przedstawieniem sceny umierania osoby w podeszłym wieku, odchodzącej w sytuacji być może najbardziej z komfortowych - w towarzystwie najbliższych. Nie ma tu tragedii na wielką skalę, jest nieunikniony dramat odgrywany przez tysiące pokoleń od zarania ludzkości. Sytuacja, z którą będzie mierzła się każda osoba. Mamy tu skalę jedną z najmnieszych możliwych wśród tych najbardziej przejmujących - naturalnej, można by rzec pogodnej, śmierci pojedynczego człowieka.

poniedziałek, 30 września 2024

Kto nie chce być fotografowany?

Na każdej imprezie masowej może znaleźć się osoba, która nie życzy sobie, aby jej wizerunek został utrwalony na zdjęciu lub filmie. W takich okolicznościach fotografowie spotykają się czasem z negatywnymi rekcjami na próbę zrobienia zdjęcia. Istnieje sposób, aby tego uniknąć.


Robiłem ostatnio krótki reportaż z konferencji dla programistów i przy recepcji, gdzie uczestnicy zgłaszali swoje przybycie i odbierali pakiet konferencyjny, zobaczyłem genialne rozwiązanie problemu pozwolenia na fotografowanie na imprezach.

Czerwone i czarne

Uczestnicy mieli do wyboru dwa kolory smyczy, na których zawieszali swoje identyfikatory: czarny - oznaczał domyślne wyrażenie zgody osoby na bycie fotografowanyą lub filmowaną, czerwony - dawał znać, że osoba nie chce, by ją filmowano lub fotografowano.

Czarne i czerwone smycze do identyfikatorów

Znakomicie ułatwiało to pracę fotografom oraz kamerzystom. Niby proste rozwiązanie, a nie jest stosowane na szeroką skalę.

Co prawda, istnieje zapis prawny (szersze omówienie aspektów wizerunku i zgody na jego wykorzystanie na portalu fotoprawo.nikon.pl) mówiący, że możemy fotografować pewną grupę osób, która stanowi element większej całości jak zgromadzenie, demonstracja, krajobraz czy masowa impreza bez pytania o zgodę każdego z osobna. Ale dobrze mieć taki "wskaźnik", który w sposób łatwy i precyzyjny daje nam znać o stosunku uczestników do bycia fotografowanym.

niedziela, 3 marca 2024

Czy prasa umarła? Nie - zmieniła tylko nazwę



Najbardziej popularne posty z tego bloga:

Szkielet dawnego kiosku z prasą
Szkielet dawnego kiosku z prasą, Szczecin, fot. T. Szustek

Przeglądałem ostatnio ponownie - wydaną w Polsce w 2011 roku - ksiażkę francuskiego publicysty Bernarda Pouleta "Śmierć gazet i przyszłość informacji" (wyd. Czarne, przeł. Oskar Hademann). Wieszczyła ona rychły koniec drukowanych gazet i spektakularne bankructwa medialnych koncernów. 

Minęło 15 lat od publikacji francuskiego oryginału (2009) i można, już z perspektywy tego czasu, pokusić się o ocenę trafności przewidywań Polueta. Rzućmy okiem na kilka cytatów i przekonajmy się, co się sprawdziło, a co było błędnym założeniem:

"Dziennikarz w internecie staje się tym, kto ułatwia i organizuje dialog. Nikomu już nie jest potrzebna jego opinia"

Ta prognoza wydaje się niezbyt nietrafiona. Współczesne dziennikarstwo nadal opiera się na opiniach dziennikarzy i ekspertów (niektórzy są szemrani). Stwierdzenie faktu i jego opisanie nie wyczerpuje zainteresowania odbiorców. W sieci jest całe mnóstwo kanałów, w których znani i cenieni dziennikarze, ludzie z różnych branż, dzielą się swoimi opiniami i cieszą się one sporą oglądalnością, np. blogi w serwisie internetowym tygodnika Polityka. Na stronie internetowej The Guardian, sekcja Opinie jest druga w kolejności po News.

Pasek menu strony internetowej The Guardian

"Obok informacji ubogiej dla ubogich będzie też informacja bogata dla bogatych, a zatem w najlepszym razie będziemy mieli do czytania z dwiema prędkościami" 

Chyba już wszyscy się z tym pogodzili i nikogo nie dziwi, że za naprawdę dobrą informację, a szczególnie opinie, prognozy i analizy należy nieco zapłacić. Przy czym te informacje, które można uzyskać za darmo z rozmaitych portali informacyjnych, są w sumie dość obszerne i rzetelne. Można całkiem sprawnie poruszać się po dowolnym obszarze wiedzy bazując tylko na bezpłatnych informacjach. Tak naprawdę to one nie są darmowe, bo płacimy za nie naszą (nie)uwagą podczas wyświetlania reklam. 

Z kolei trafnie przewidział B. Poulet, że Google zostanie "największą agencją reklamową świata" - to już się stało i choć problem monopolizacji rynku przeglądarek jest istotny, to internet kręci się dalej. Co ciekawe, autor książki już wtedy przepowiadał zawrotną karierę, początkujących wówczas, reklam celowanych, tzn. profilowanych pod konkretnego odbiorcę. 

Mniej papieru - więcej ekranów

Kolejna prognoza to wysofywanie się mediów z druku, opinia wyrażona w oparciu o ówczesne dane statystyczne:

"Drastyczny spadek sprzedaży gazet w 2007 r. (-2,5%) jest zjawiskiem powszechnym i dotknął w pierwszym rzędzie dzienniki popularne"
W 2024 roku niektórych zapewne dziwi, że popularne informacyjne portale internetowe czy aplikacje mają lub miały w ogóle jakieś papierowe wydania. Gazety, tygodniki i miesięczniki szybko zrozumiały, że albo będą obecne w internecie, albo nie będzie ich wcale. W czasie, gdy Poulet pisał swoją książkę, ta kwestia nie była jeszcze tak oczywista.

Dziś opiniotwórcze medium może, choć nie musi, mieć swoje papierowe ramię. Przykładem, że można egzystować tylko w necie może być chociażby Oko Press (sic!), Business Insider czy popularne polskie portale Wirtualna Polska, Onet, Interia. Z drugiej strony, dalej istnieją papierowe gazety, tygodniki czy miesięczniki, które mają swoje internetowe wcielenia: Polityka, New York Times, Gazeta Wyborcza, Guardian. Są także portale stacji radiowych, gdzie informacje czytane w serwisach, można zobaczyć w tekcie i obrazach na ekranach smartfonów i komputerów! 

Media społecznościowe z jednej strony zabrały kawałek tortu, czytaj uwagi czytelników, ale z drugiej - wykreowały zapotrzebowanie na informacje sprawdzone, pewne, których portale społecznościowe nie są w stanie zapewnić. 

W kategorii Breaking News z pewnością platforma X czy Facebook docierają szybciej do odbiorców, ale nikt nie będzie przedstawiał efektów wielomiesięcznego śledztwa dziennikarskiego w krótkim poście. To znaczy przedstawić wyniki można w krótkim, nawet sensacyjnym poście, ale ten post będzie miał link do jakiejś dłuższej formy - czyli do serwisu informacyjnego, strony internetowej itp.



Nawet szacowne, poważane tygodniki, do czytania których potrzebna była niegdyś cała rozpiętość ramion 😃 nie obejdą się obecnie bez wersji online. Np. Tygodnik Powszechny, weteran na rynku wydawniczym - katolickie pismo społeczno-kulturalne powstałe w marcu 1945,  niezależne (ile było można) nawet za czasów komunistycznych, reper polskiej inteligencji, a dziś - młoda redakcja, atrakcyjny layout strony internetowej, krąg mediów społecznościowych, subskrypcja, newsletter, powiadomienia...i wciąż doskonały poziom merytoryczny bez epatowania katolickością na każdym kroku.

Co łączy wszystkie te media, to stopniowanie dostępności do informacji internetowych, subskrypcja i materiały płatne, czyli to, co tak przerażało Pouleta w 2009 roku. 

Dzisiaj już nikogo nie dziwi taki stan rzeczy, ale kilkanaście lat temu, nowością była konieczność płacenia za dostęp do nośników informacji w internecie, który miał być w pierwszych naiwnych zamierzeniach przestrzenią wolnego, nieskrepowanego komercjalizacją obiegu informacji i opinii. Akurat z tych utopii nic nie wyszło, bo internet stał się dokładnie tak samo brudny i przemocowy, jak życie w ogóle i tak samo skomercjalizowany: chcesz mieć dobry produkt - to płać.

B. Poulet nie docenił także skali migracji reklamy do internetu, rozpowszechnienia się i ewolucji smartfonów. Doceniał za to potencjał jaki drzemał w mediach społecznościowych. Facebook już wtedy był potęgą, a Twitter (dzisiejszy X) dopiero raczkował, ale Poulet trafnie wskazywał jego drogi rozwoju:
"(...) system ten [Twitter] wzbudził zainteresowanie partii politycznych, które upatrują w nim możliwości informowania swoich zwolenników niewielkim kosztem"

Kiedy książka była pisana, dopiero co wypuszczono pierwszego iPhona i pierwsze smartfony z systemem Android. Autor nie mógł w zasadzie przewidzieć lawinowego rozwoju takich urządzeń i opierał swoje prognozy głównie o użytkowników komputerów stacjonarnych i laptopów. Czas pokazał, że internet, przeniósł się do smartfonów wraz z reklamami i nikogo nie dziwi fakt, że rynek reklam w internecie jest dużo większy niż w innych mediach (telewizja, radio, billboardy).

Z niewielu stwierdzeń B. Pouleta, które zupełnie straciły rację bytu można zacytować poniższe:
"Strony internetowe gazet są zdecydowanie mniej rentowne niż ich papierowe odpowiedniki"
W dzisiejszych czasach papierowe wydania nierzadko generują stratę finansową, tolerowaną przez zarządy gazet czy koncernów prasowych, bo przychód jest uzyskiwany z innych źródeł: subskrypcji, reklam internetowych lub np. sprzedaży książek. Natomiast "stary dobry papier" jest traktowany jako dodatek do działalności medialnej, sentymentalny gadżet dostarczany starszym czytelnikom lub atrybut prestiżu.

Co lepsze - druk czy internet?

fragment gazety z błędem drukarskim - tekst lorem ipsum zamiast właściwego tekstu
213 znaków tekstu Lorem ipsum wydrukowanych omyłkowo w gazecie, fot. T. Szustek

Co się wydrukowało, to z nami pozostanie. W internecie trwa nieustanna aktualizacja, nie tylko faktów i opinii, ale także błędów i niedoróbek. Takie wpadki, jak ta powyżej są w publikacjach w sieci usuwane dość szybko, w druku pozostają nieśmiertelne.

Wiele pytań wciąż bez jasnej odpowiedzi

okłądka książki Bernarda Pouleta - Śmierć gazet i przyszłość informacji
okładka książki Bernarda Pouleta Śmierć gazet i przyszłość informacji

A co pozostało z pracy B. Pouleta, co jest nadal aktualne? To na przykład, 
wyrażona kilkukrotnie, głęboka troska o przyszłość i rolę mediów informacyjnych w społeczeństwie:

"(...) tradycyjne media informacyjne znalazły się w śmiertelnym zagrożeniu ze względu na pojawienie się nowych "nośników", które nie przekazują informacji. Większość z nich to wytwórcy i firmy zajmujące się rozpowszechnianiem treści rozrywkowych i usług: wyszukiwarki, takie jak Google czy portale społecznościowe, na przykład Facebook"
"Za rewolucją cyfrową kryje się też inna głęboka przemiana. Dokonuje się ona w wolniejszym tempie, a jej początki sięgają jeszcze odległych czasów przed pojawieniem się internetu (...) chodzi mianowicie o spadające każdego roku zainteresowanie informacją w naszym społeczeństwie"

Autor obawia się, że wyszukiwarki czy media społecznościowe "zabiorą" klientów prasie drukowanej (co w zasadzie już się stało), ale co za tym idzie, odpłyną także reklamodawcy i pozostawią "tradycyjne media informacyjne" bez środków niezbędnych do działania. 
"(...) czy reklamodawcy porzucający prasę drukowaną w ogóle jeszcze potrzebują informacji?"
Odpływ reklamodawców częściowo nastąpił, ale media informacyjne przetrwały przechodząc do internetu i nadal publikują reklamy. Tego jesteśmy wszyscy świadomi, głębszy sens tego cytatu to obawa o miejsce i znaczenia rzetelnie podanej informacji w ogóle. Czy obywatele będą jej potrzebować? Czy zadowolą się rozrywkowo-skandalizującą papką z życia celebrytów?

Zapewne części odbiorców wystarczy kilka informacji z Pudelka czy Kwejka podlanych memami od kręgu znajomych w mediach społecznościowych. Nie zapominajmy, że wiele dawnych drukowanych "brukowców" nie miało wiele ambitniejszego repertuaru wiadomości, a fakt druku nie wpływał na podniesienie ich "szlachetności".

Istnieje natomiast dość istotna część społeczeństwa, która nosi w sobie potrzebę zaspokojenia wiedzy ze sprawdzonego źródła. I dopóki będą takie osoby, dopóty będą potrzebne media, które takie informacje będą dostarczać. Bądźmy więc dobrej myśli i pozostańmy ciekawi świata.

Nazwa wciąż ta sama - znaczenie inne

Sentymentalna nazwa "prasa" w języku polskim czy "press" w języku angielskim wciąż funkcjonują. Trudno jest zmieniać nazwy konkursów z tradycjami - World Press Photo, Grand Press Photo, nazwy czasopism - dwumiesięcznik "Press" czy zwyczajowo przyjętych innych użyć, np. rzecznik prasowy, konferencja prasowa - ale wszyscy i wiedzą, że to umowna łatka oznaczająca bardziej "media" rozumiane ogólnie, zbiorczo niż drukowane czasopisma.

Zrozumiała jest "fetyszyzacja" papieru przez starsze pokolenie, bo niemal całe ich dorosłe życie informacje czerpali z papieru, radia i telewizji. Przypomina to nieco histerię towarzyszącą wejściu fotografii cyfrowej i utyskiwania tradycjonalistów, że to już nie jest to samo co kiedyś, że "prawdziwa' fotografia umarła i inne tego typu nonsensy. Ale to treść jest istotna, nie forma, a kult "sprzedanego egzemplarza" jako wyznacznika ważności gazety, należy włożyć między bajki.

Fotografia analogowa istnieje dalej, choć zmieniła się jej funkcja, e-booki nie zabiły książek drukowanych (B. Poulet bardzo obawiał się, że e-booki zniszczą czytelnictwo i położą kres księgarniom), dvd i kanały streamingowe nie wyeliminowały sal kinowych i istnieją portale informacyjne o szerokim kręgu oddziaływania, które nigdy nie miały żadnego papierowego wydania.

Ale wróćmy do informacji. W ostatnich latach daje się także zauważyć rozdrobnienie źródeł informacji zarówno na poziomie mediów społecznościowych, jak i w sferze mediów profesjonalnych. Powstają coraz to nowe serwisy, niektóre z nich znikają szybko, inne stają się coraz bardziej popularne, niektórzy starzy liderzy tracą na znaczeniu, inni wciąż mają sporo udziałów w rynku. Te same procesy, choć w mniejszym natężeniu można zauważyć na rynku portali informacyjnych. Wiele osób nazywa to "bańką". Absorbujemy informacje tylko z przez siebie wybranych, pozostających w tym samym kręgu źródeł. Ale to zjawisko było chyba zawsze. Jeśli ktoś w latach 80. był mocno "zakręcony" na punkcie np. techniki, to czytał czasopismo "Młody Technik", oglądał w telewizji "Sondę" i polował na książki o konkretnej tematyce, nie interesował się zbytnio zawartością "Wiadomości Wędkarskich" czy "Zielonego Sztandaru".

Barak Obama obawiał się, że "informacja staje się bardziej rozrywką niż źródłem wiedzy", ale miejmy nadzieję, że popyt na rzetelną informację nie zaniknie, zmieniają się tylko kanały, charakter i sposoby przekazywania. 

Książka Bernarda Pouleta "Śmierć gazet i przyszłość informacji" straciła tylko nieco na aktualności, głównie w zakresie rozwoju technologicznego. Dzisiaj świat internetu, aplikacji, smartfonów jest już w daleko w innym miejscu niż w 2008 roku. Ale pytania, obawy i nadzieje, które zawarte są w publikacji, m. in.: 
  • spadek czytelnictwa, 
  • nadmiar komunikacji - brak zrozumienia, 
  • rozrost teorii spiskowych wynikających z braku krytycznego myślenia i odróżniania fałszu od faktów, 
  • umasowienie i ujednolicenie kultury - wciąż pozostają aktualne. 
Chociażby dlatego warto tę książkę przeczytać (na papierze bądź jako e-book). A także żeby ocenić które przewidywania autora się sprawdziły, a które były przesadzone lub zupełnie nietrafione.

Moim zdaniem kluczowe zdanie książki jest wyrażone nie opinią własną autora, ale cytatem z badania opinii ponad 700 szefów przedsiębiorstw medialnych z całego świata. Dwie trzecie z nich uważało, że:
"za niecałe 10 lat czytelnicy zainteresowani informacją zwrócą się przede wszystkim w stronę internetu i telefonów komórkowych, porzucając tradycyjne gazety i pozostałe środki masowego przekazu". 

Mieli bardzo dużo racji. 

A co z informacją wizualną, zdjęciami, grafikami? 

Wieści są dobre. Wciąż, nieustannie ludzie chcą oglądać zdjęcia, chcą nie tylko przeczytać o tym, co się zdarzyło, ale także to "zobaczyć". 

Pomimo wielu zapowiedzi śmierci fotografii, zabójczej ingerencji w treść zdjęć, ujęć fałszywych czy ostatnio szumnych zapowiedzi wyparcia fotografów przez sztuczną inteligencję - nadal każdy chce spojrzeć na kawałek zapisanej wizualnie historii, która przykuła jego/jej uwagę. 

Portale internetowe nie mogą nie spełniać takiego zapotrzebowania i publikują sporo materiałów wizualnych lepszej lub gorszej jakości, ale nikt nie wyobraża sobie mediów informacyjnych (papierowych i internetowych) oraz mediów społecznościowych bez zdjęć, grafik, memów i krótkich form wideo.

Tak więc - niech żyje informacja! Niech żyje fotografia! I wideo także!

niedziela, 31 grudnia 2023

Nieostre zdjęcia. Czy w dokumencie musi być zawsze ostro?


Najbardziej popularne posty z tego bloga:

Tysiące wpisów, porad i poradników podpowiada jak robić super ostre zdjęcia. Czy fetysz doskonałej ostrości jest niezbędny w fotografii dokumentalnej?

Jak zrobić ostre zdjęcie? - wyszukiwarki internetowe mają na to pytanie tysiące odpowiedzi, np.: 5 sposobów, aby wykonać super ostre zdjęcia albo Jak robić ostre zdjęcia.

Od czasu wejścia na rynek aparatów cyfrowych trwa ciągła pogoń za coraz ostrzejszymi zdjęciami. Jak bardzo zmieniła się definicja zdjęcia ostrego pokazują zdjęcia chociażby z finałów World Press Photo. Większość zwycięskich zdjęć ma "podkręcaną" ostrość ponad rejestry, które jest w stanie uchwycić ludzkie oko. Dokładając do tego przesadne używanie suwaków w programach graficznych np. kontrastu, struktury czy nasycenia kolorem otrzymujemy fotografie przedstawiające niemal bajkowe ujęcia. 

Kobieta z zakrytym całym ciałym w islamskim stroju z sieciami i z dzieckiem na łodzi, Jemen,
 Kobieta z sieciami i z dzieckiem na łodzi, Jemen, fot.Pablo Tosco

Trend "słodkiej' estetyzacji zdjęć przedstawiających najbardziej drastyczne treści budzi od lat kontrowersje w środowisku dokumentalistów i widzów fotografii. Spójrzmy na kadr poniżej - czy te kolory nie wydają się zbyt nasycone? a fałdy na t-shirtach mężczyzn na pierwszym planie - czy nie są jakoś nienaturalnie, nazbyt wyraźnie wyeksponowane?

Mężczyzna bez dłoni wśród kilkunastu partyzantów "na zbiórce"
Mężczyzna bez dłoni wśród partyzantów, Kolumbia, fot. Catalina Martin-Chico

Nieostro - czyli bardziej artystycznie?

Im jestem starszy tym bardziej doceniam ujęcia nieostre, zamazane, gdzie skomplikowana gra estetyki, kompozycji, kreowania znaczeń i przekazu rozgrywa się na wielu płaszczyznach ostrości i jej zaniku.

Nie mam na myśli zwykłej zmiany ostrości w obrębie złożonego kompozycyjnie zdjęcia, na którym występują rożne, oddalone od siebie plany, bo to jest elementem większości ujęć. Rozmyte tło jest standardem dobrze skadrowanego zdjęcia, na którym na bliższym planie jest eksponowany element ważniejszy.

Interesują mnie szerokie pokłady nieostrości, poruszenia, sporego szumu - czyli form uznanych w dokumencie za "nieczyste". Są one z powodzeniem stosowane na polu fotografii artystycznej i mogą być nośnikiem wielorakich przekazów, budują także różne warianty odrealnionego nastroju. 

W fotografii dokumentalnej nieostrość może również wyrażać wiele - od banalnego przedstawienia ruchu, dynamiki, nagle postępującej zmiany poprzez rozedrganie emocji, nieoczywistość po metaforę braku, tajemnicy, niepewności, niepokoju, chaosu. Należy jednak korzystać z tych form z umiarem, rozwagą i celowo. Użycie tych zniekształceń obrazu - są nimi w istocie rozmazania obrazu - bronią się na płaszczyźnie dogmatu dokumentu tym, że ujęcie jest zrobione podczas jednego naświetlenia cyfrowej matrycy lub klatki filmu. Jest to warunek, aby uznać zdjęcie za dokumentalne.

Oto kilka przykładów, które zilustrują brawurowe użycie nieostrości i rozmazania w obrazach uznanych dokumentalistów.

O świcie i o zmierzchu

Lekkie zamazanie, rozmywające się kontury bywają celową imitacją widoczności w godzinach wczesnoporannych lub zaraz po zachodzie słońca, gdy przedmioty, budynki, ludzie wyłaniają się z ciemności i mają płynne, ledwie zarysowane kształty.

Zamglony zarys dziobu statku i zarysy przechodzący ludzi
Z serii dokumentalnej o uchodźcach The Dream, fot. Fabio Bucciarelli


W takim przypadku nieostrość i szum wynikają z warunków świetlnych, ale dobrze oddają to, co widzi człowiek o tak wczesnej lub późnej godzinie.

Ruch, dynamika, niepokój - to zaledwie kilka skojarzeń jakie pojawiają się kiedy patrzymy na poniższe zdjęcia, wykorzystujące twórczo - ale nadal w obrębie dokumentu - poruszenie, rozmazanie i nieostrość.

Tłum zamazanych, idących postaci
Z serii dokumentalnej o uchodźcach The Dream, fot. Fabio Bucciarelli

Trzech biegnących żołnierzy amerykańskich z karabinami
3 biegnących żołnierzy amerykańskich, 2003, Irak, fot. Christopher Anderson/Magnum Photos

Tłum stoi przy murze miasta nocą
Tłum w Tripoli podczas Arabskiej Wiosny, Libia, 2011, fot. Moises Saman/Magnum Photos 

Tłum krzyczących mężczyzn
Demonstranci w Kairze podczas Arabskiej Wiosny 2011, fot. Paolo Pellegrin,/Magnum Photos 

Procesja wielkanocna, fot. Laura Rodari

Procesja wielkanocna, fot. Laura Rodari

2 kobiety w czarnych strojach muzułmańskich na dziedzińcu meczetu
Kobiety na dziedzińcu meczetu, Kaszmir, 2008, fot. Giulio di Strurco



Czasem rozmycie wymusza brak wystarczającego światła, ale fotografowie umiejętnie wykorzystują takie warunki do zbudowania nastroju zdjęć.

Mężczyżni w stojach muzułmańskich w mieście nocą
Sudan, fot. Paolo Pellegrin/Magnum Photos

Sylwetki mężczyzn z karabinami
Uzbrojeni cywile patrolują nocą wioskę, Algieria, 2001 fot. Paolo Pellegrin/Magnum Photos



Mężczyzna stoi nagi od pasa w górę na ulicy
Mężczyzna na ulicy w nocy, Republika Środkowoafrykańska, fot. William Daniels

Kolory

Bywa, że nieostrość zdjęcia przekuwa się na inne, istotne walory estetyczne. W poniższym wypadku celem była gra kolorami i kształtami ubioru kobiet w Indiach.

Kobiety w sari, Indie, fot. Laura-el-Tantawy


Kobiety w sari, Indie, fot. Laura-el-Tantawy

Czasem musi być ostro

Przyjrzyjmy się dwóm zdjęciom pod spodem. Widać na nich jak fotograf (Moises Saman) przeczekał mało udane, zupełnie nieostre ujęcie i w następnym kadrze, wyostrzając wyłącznie na oczy kobiety, uzyskał przejmujący obraz rozpaczy po utracie bliskiej osoby. Ściśle wytypowana część obrazu jest ostra i to na niej mimowolnie koncentruje się uwaga widza. W objęciach nieostrości i rozmazania pozostają drastyczne fragmenty zdjęcia, na które wzrok kieruje się dopiero w drugiej kolejności. Pierwszego ujęcia nie uratowałaby nawet dobra ostrość na twarzy rozpaczającej kobiety.

Kobieta w chuście w rozpacza na ciałem bliskiej osoby
Matka opłakująca śmierć syna, fot. Moises Saman/Magnum Photos


Kobieta w chuście w rozpacza na ciałem bliskiej osoby
Matka opłakująca śmierć syna, fot. Moises Saman/Magnum Photos 

Nieosto - ale z głową

Nieostrość daje kolosalne możliwości kreowania siły przekazu obrazu i nie ma potrzeby wiecznej pogoni za coraz ostrzejszymi ujęciami, jakby w swojej ostrości miały one wyrazić coś więcej, szerzej, dobitniej. Ale tak jak w przypadku innych środków wyrazu w fotografii, tworzenie takich kadrów powinno - jeśli to tylko możliwe - być zaplanowane, przewidziane i przemyślane. Choć zdarza się czasem fotografom zrobić zdjęcie nieostre, poruszone, mgliste, które potem na ekranie komputera okazuje się kadrem interesującym. 

niedziela, 23 kwietnia 2023

Ślepy traf czy dojrzała świadomość chwili? Amatorskie zdjęcia, które zapisały doniosłe historie


Najbardziej popularne posty z tego bloga:

Niedawno wspominałem o ważnej roli, jaką mogą odegrać amatorzy z aparatem fotograficznym w dłoni w dokumentowaniu wydarzeń, dając nieco świeżego spojrzenia w świecie obrazów "produkowanych" w ramach ustrukturyzowanych wymagań wielkich agencji medialnych.

Poniżej spróbuję przedstawić kilka przykładów, potwierdzających opinię, że amatorzy, którzy znaleźli się w odpowiednim miejscu i czasie mają wielką szansę na udokumentowanie czegoś doniosłego, ważnego, a nawet przełomowego.

Nie wszędzie mogą stać zawodowi fotografowie z aparatem gotowym do akcji. W dzisiejszych czasach prawie każdy ma smartfon i może zrobić przyzwoitej jakości zdjęcie. Nie każdy jednak wie, co przed sobą widzi i jakie to ma znaczenie w szerszym kontekście. Często zdjęcia zrobione pod natchnieniem chwili są wrzucane do mediów społecznościowych, a ich autorzy nie znają - z racji swojego nieobycia w warstwach znaczeniowych przekazu wizualnego - wagi ujęć, które dane im było utrwalić.

Po paru chwilach, ewentualnie godzinach okazuje się, że zasięgi takich fotografii potrafią przekroczyć zasięgi postów na ten sam temat uznanych na rynku portali informacyjnych. W obliczu klęski własnego przekazu portale te - o ile trzymają rękę na pulsie - rzucają na front ekranów "zapierające dech w piersiach" zdjęcia internautów. Ratuje to klikalność, ale bezpowrotnie odbiera palmę pierszeństwa w masowej pamięci. 

Tak stało się w przypadku zdjęć irackich jeńców podczas 2. wojny w Iraku. Amerykańscy żołnierze "dla zabawy" robili zdjęcia torturowanym i poniżanym przez siebie więźniom w Abu Ghraib. Kadry zszokowały świat, podważając idee, z którymi USA wchodziło do Iraku, pokazując, że zwyrodnienie obyczajów nie jest tylko domeną armii dzikich najeźdźców. Ujęcia te wryły się w masową wyobraźnię dużo bardziej niż, swoją drogą doskonałe, zdjęcia tysięcy fotoreporterów i fotografów dokumentalnych, którzy miesiącami pracowali podczas wojny w Iraku, dostarczając wielu - można by sądzić - ikonicznych fotografii.

Torturowany iracki więzień podłączony do przewodów elektrycznych, zdjęcie pozyskane przez  Associated Press

Morze głów

Inna sytuacja była podczas wycofywania się armii amerykańskiej z Afganistanu w obliczu napierających sił Talibów. Zawodowych fotografów było niewielu, każde z ich zdjęć było na wagę złota, a i tak wszyscy najbardziej pamiętają ujęcie napakowanego do granic możliwości uciekinierami kadłuba samolotu towarowego. Zdjęcie zrobił jeden z członków załogi samolotu, a zostało udostępnione przez Defense One, agencję informacyjną Departamentu Obrony USA.

Tłum uciekinierów w z Afganistanu we wnętrzu samolotu transportowego, fot. Defence One

Morze głów było także motywem, który utorował "międzynarodową karierę" zdjęciu, które przedstawiało kolejkę po żywność w zrujnowanym wojną domową syryjskim obozie Yarmouk w Damaszku w 2014 r. Apokaliptyczny widok tysięcy głów wśród zrujnowanych budynków przypomina kadry z filmów katastroficznych. 

Nawet ujęcia z czasów 2. wojny światowej, gdzie ruiny, będące świadkami ogromnych zniszczeń w tkance miast, niejednokrotnie budziły grozę, nie dostarczały takich emocji jak zdjęcie z Yarmouk. Tutaj, grozę i przerażenie potęgowane jest właśnie obecnością tysięcy ludzkich głów, które widać po horyzont. Zdjęcia ruin miast po  zakończeniu 2. wojny światowej były ponure, przytłaczjące, obrazowały ogrom zniszczeń, ale były w znacznej większości pozbawione większej liczby ludzi. Na zdjęciu poniżej "czynnik ludzki" przesądza o dojmującym doświadczeniu obcowania z katastrofą humanitarną o wielkiej skali.


Ludzie czekający wśród ruin w kolejce po żywność, zdjęcie wykonane przez pracownika UNRWA (Agencja Narodów Zjednoczonych ds. Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie ) a pozyskane przez Associated Press

W powyższych przypadkach można domniemywać, że osoby które wykonywały zdjęcia miały świadomość niezwykłości widoku, choć zapewne nie przeczuwały, że ich zdjęcie będzie udostępniane tak często i zobaczą je miliony widzów. O fakcie, że jakieś zdjęcie wyskoczy ze strumienia obrazów mediów społecznościowych - skazanych na cyfrowe zapomnienie - a wskoczy do archiwum kultury wizualnej decyduje wiele czynników, których nie sposób racjonalnie przewidzieć.

Zdjęcie amatorskie może mieć wielką moc oddziaływania

Wielokrotnie podkreślałem istotność włączania zdjęć amatorskich do kanonu zapisu wizualnego naszej historii. Nie inaczej jest w tym przypadku. Zdjęcia przypadkowe, zrobione mimochodem lub bez specjalnej świadomości chwili mogą i są niejednokrotnie doskonałymi świadkami historii. nie mniej jednak zawsze także podkreślam, że królestwo pojedynczych ujęć to zupełnie coś innego niż przemyślane, podlane głęboka wiedzą, cierpliwością i wyczuciem pogłębione serie zdjęć układające się w kompleksową, koherentną wizualną narrację. To potrafią  tylko profesjonaliści. 

Można to porównać do gry w golfa. Na 1000 amatorów, jeden trafi do odległego dołka za pierwszym razem, podczas gdy ta sztuka może nie udać się żadnemu z 10 zawodowców. Natomiast jeśli w grę wchodzi wygranie rozgrywki, w której liczy się wbicie piłek do kliku dołków z rzędu jak najmniejszą ilością uderzeń kija, zawodowcy będą bezkonkurencyjni.


środa, 28 grudnia 2022

Jak powinien ubierać się fotoreporter w pracy?


Najbardziej popularne posty z tego bloga:

Większość zawodów ma jakieś ogólnie przyjęte wytyczne, czasem nakazy, jeśli chodzi o sposób ubierania się podczas pracy. Nie inaczej jest w zawodach związanych z fotografowaniem.

To będzie raczej krótki poradnik jak nie powinien się ubierać fotoreporter, z jednym konkretnym, ale "bijącym po oczach" przykładem. Czasem łatwiej pojąć sedno przesłania spoglądając na przeciwieństwo, coś dokładnie odwrotnego, niż tracić czas na wyjaśnianie co i jak należy zrobić.

Chyba najbardziej przejmują się swoim strojem fotografowie ślubni. W necie jest cała masa artykułów poradnikowych. Wynika to po części, z sporej liczby tego typu fotografów na rynku i ich "płodności" pisarskiej, a po drugie z faktu, że pracują na imprezach, gdzie panuje specyficzny dress code. 

Oto dwa przykłady takich porad:

https://www.fotopolis.pl/temat-miesiaca/fotografia-slubna/30369-jak-fotograf-slubny-powinien-ubierac-sie-na-zlecenia-to-wazniejsze-niz-myslisz

https://www.fotoslominski.pl/ubior-fotografa-slubnego/

Nie być zanadto widocznym

Generalna zasada fotografów ślubnych streszcza się w zaleceniu: "nie wyróżniać się". To chyba także złota zasada wszystkich zawodów z aparatem lub/i kamerą w ręku. Nie zawsze jest to możliwe do zrealizowania. Biały fotoreporter w obozie dla czarnoskórych uchodźców ma niewielkie szanse na ukrycie swojej obecności