Najbardziej popularne posty z tego bloga:
Żyjemy w społeczeństwie spektaklu, gdzie wiele dziedzin życia ma swoje zrytualizowane i wyreżyserowane cykliczne wydarzenia.
Rytmiczność, przeważnie
roczna, pozwala na naturalne, bezkalendarzowe mierzenie czasu (np. uroczystości
dożynkowe), a wyreżyserowanie z kolei,
przydaje organizatorom chwały z racji zaangażowania w przygotowanie
wydarzenia i eliminuje (teoretycznie) udział elementów przypadkowych, chaotycznych - takich, które mogłyby
zepsuć zamierzony efekt.
Nikt jednak nie jest w stanie przewidzieć nieprzewidywalnego. Przychodzi
czas na zmorę wszystkich tych, którzy są podekscytowani podniosłością sytuacji i obecnością
prominentnych gości: przypadki nie ujęte w scenariuszu, gesty niefortunne, ustawienia
swobodne - nie przećwiczone, zachowania uczestników kontroli się nie poddające, a i kaprysy pogody nierzadkie. Jeśli
podlejemy to sosem braku profesjonalizmu w przygotowaniach, otrzymujemy wiele
okazji do soczystych wpadek tak radośnie uwiecznianych przez fotografów.
W zalewie inscenizowanych, rygorystycznie ustawianych ujęć, które dominują w relacjach z takich wydarzeń,
fotograficzne wpadki są zazwyczaj okazją do uśmiechów, spojrzenia z
przymrużeniem oka na „poważne” uroczystości, ale nie o tym będzie tym razem.
Proponuję pochylić się głębiej nad tymi
kadrami, które według reżyserów tych modelowych ustawień stanowią najjaśniejszą kwintesencję porządku, „dobrego oka” i hiper-poprawnej
fotorelacji z ich „eventu”. Krytyczne i odczarowane spojrzenie może niekiedy
wydobyć na światło dzienne niepokojące zjawiska.
Polityczne foto-ustawki
Rytuały w polityce obfitują w
szereg sformalizowanych inscenizacji fotograficznych, zwanych potocznie w
slangu fotograficznym ustawkami. Z
ochotą i dumą są potem prezentowane w mediach społecznościowych. Niezaprzeczalnie
warto rozważyć jakość atrybutów estetycznych (lub ich braku) w tych
fotografiach. Bardziej jednak ciekawe zarzewie frapujących kwestii tkwi spojrzeniu
na zdjęcia, jak to radził w swoim podręczniku fotografii Terence Wright (The Photography
Handbook, wyd. 1999). W jednym z trzech wariantów analizy, postuluje on
spojrzenie na zdjęcia jako przekaźnik znaczeń, środek wysyłania świadomych
komunikatów na linii autor – odbiorca, wagi nabiera tu symbolika i odwoływanie
się do znaczeń kulturowych, manipulacji nimi i ich późniejszym zróżnicowanym
odbiorem w kręgach społecznych.
Czy zdjęcia, będące produktem w pełni świadomie skomponowanym, wysyłają w świat przekaz jakiego chcą ich twórcy? Jakie elementy w pozowanych zdjęciach zdają się mieć własność namaszczania polityków pozytywnymi cechami? Co sprawia, że fotografie mogą wywołać przyjazne reakcje i zjednać politykom poparcie?
Zbiorowe wydarzenia, które z racji swojego charakteru mają liczną publikę, jak np. wiece wyborcze, święta państwowe, cechuje nieco inna dynamika, bardziej nastawiona na widzów obecnych na uroczystości. Fotoreporterzy muszą dostosować się do spektaklu odgrywanego głównie dla tej właśnie publiczności. Bywają jednak polityczne wydarzenia, na których obecni są nieliczni goście i dziennikarze, i tam możemy śledzić zdwojone wysiłki, aby relacja z tego wydarzenia była przedstawiona na zdjęciach filmowych i fotograficznych w sposób w pełni kontrolowany, zgodnie z zamierzeniami sztabów politycznych.
Polityka i socjologia
W takich też uroczystościach objawia się największe zagłębie wzorców autoprezentacji, które zapełniają głowy partyjnym PR-owcom. Są to zarazem podręcznikowe przykłady czegoś, co kulturoznawcy czy socjologowie wizualni określają mianem działania-performansu w sferze kultury, ściślej mówiąc, w zakresie świąt i rytuałów świeckich (zainteresowanych tym pojęciem odsyłam do pracy Ewy Jeleń-Kubalewskiej „Cierpienie i śmierć jako współczesny performans medialny. Perspektywa performatyczna”). W szerszym ujęciu, zjawiska te ściśle łączą się z innym efektem urefleksyjnienia wniosków z obserwacji globalnego, ponowoczesnego społeczeństwa i wyodrębnieniem przez socjologów kilku charakterystycznych jego aspektów, w świetle jakich możemy je poznawać. Spośród kilku takich definicji wymienionych przez Piotra Sztompkę w artykule „Wyobraźnia wizualna i socjologia” w antologii „Fotospołeczeństwo”(wyd. 2012) warto przytoczyć te, które trafnie wpisywać się będą w poniższe przykłady fotografii. A więc wspomniane już na początku spostrzeżenie, że żyjemy w społeczeństwie spektaklu ,,w którym większość sytuacji zbiorowych (...) jest skoordynowana, ”zoorkiestrowana” według jakiś scenariuszy (...) i odbywa się na starannie przygotowanej scenie”. Równie ważne - jeśli nie ważniejsze - jest dogłębne przeświadczenie, że żyjemy w społeczeństwie ikon, „otoczeni ze wszystkich stron obrazami”. Zarazem to społeczeństwo jest też w ciągłej pogoni za widmem perfekcyjnej autoprezentacji – „ludzie zachowują się jak aktorzy na scenie, odgrywają role społeczne, starając się wywrzeć jak najlepsze wrażenie i pozyskać aplauz widowni czy partnerów interakcji”- pisze P. Sztompka. Dodać jeszcze można, że te mniej lub bardziej udane próby autoprezentacji biorą sobie za wzór równie autoprezentacyjne spektakle mistrzów w tej dziedzinie- celebrytów, czyli mistrzów życia pozornego, bez wytchnienia zarzucających media swoimi zdjęciami i filmikami, kreując wokół siebie nimb zainteresowania w mało wyszukany sposób.
Przecinanie wstęgi
Wśród kanonu spektakli politycznych niegasnącą
popularnością cieszą się uroczystości „przecięcia wstęgi”. Jest to tradycja dość
wiekowa, nie tylko rzecz jasna polska, praktykowana w okresie międzywojennym,
czego dowodzi chociażby poniższe zdjęcie, na którym ówczesny wojewoda Michał Grażyński dokonuje uroczystego otwarcia
Muzeum Śląskiego w 1929 r.
![]() |
Przecinanie wstęgi przez wojewodę śląskiego Michała Grażyńskiego fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, Sygnatura:1-K-42 |
lub tutaj, gdy przedwojenny minister Stefan Hubicki otwiera podwoje warszawskiego parku rozrywki w 1933 r.
![]() |
Uroczystość otwarcia lunaparku „Sto Pociech”. Minister Stefan Hubicki przecina wstęgę, 1933r (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 1-U-7412) |
Całkiem popularny był też ten świecki
rytuał za czasów PRL-u. Władza ludowa, skwapliwie korzystająca z wiedzy na
temat propagandy starała się nagłaśniać wszelkie przejawy wątpliwych nawet
sukcesów. Stąd oficjalne uroczystości przecięcia wstęgi przyciągały do siebie
kolejnych pierwszych, wojewódzkich, powiatowych i gminnych sekretarzy. Oto kilka
przykładów poniżej:
![]() |
fot. Adam Urbanek |
![]() |
Puławy 1978 r., fot. Pracownia Dokumentacji Dziejów Miasta Puławy |
![]() |
Wojewoda zielonogórski - Zbyszko Piwoński uroczyście przecina wstęgę, fot. ze strony www.zspigsiedlec.pl |
Sukces ma wielu ojców
W okresie po roku 89., szczególnie w
Polsce powiatowej, zwyczaj ten urósł do rangi kuriozalnego przedstawienia. To, co rzuca się w oczy w porównaniu ze zdjęciami sprzed 89. roku to oczywiście
ilość osób przecinających wstęgę. W myśl zasady, że sukces ma wielu ojców - a
przecięcie wstęgi - czyli oddanie jakiegoś elementu infrastruktury (budynku,
drogi, stadionu etc.) do użytku, jest zapewne odbierane jako sukces - politycy i lokalni notable chcą za wszelką cenę mieć w tym swój udział. Zaginął więc zwyczaj zapraszania do
przecięcia wstęgi jednego, najwyższego rangą urzędnika czy wybitnej osobistości.
Do tego przywileju rości sobie teraz prawo każdy, kto w danej społeczności coś znaczy, każdy, kto jakoś przyczynił się - nawet pośrednio - do sukcesu przedsięwzięcia.
Chęć „pokazania się”, przy okazji
sukcesu wypiera wszelkie krytyczne postawy jakie płyną z oglądania tego typu
ujęć. Kolokwialne „parcie na szkło”, które może przynieść poklask jest tak
silne, że nieistotne staje się towarzystwo ani układ na fotografii. Aż dziw bierze, że politycy, patrząc na te zdjęcia nie konfrontują się z pokrętną myślą błąkającą się w tym samym czasie po głowach zwykłych obywateli, że wstęga jest tu synonimem koryta. Z pozoru łatwa do ustawienia akcja przecięcia wpada w sidła zachłanności na blask sukcesu. Rzędy urzędników, prezesów, księży, dyrektorów, burmistrzów, wójtów, prezydentów, marszałków itd. tłoczą się noga przy nodze, nożyczki przy nożyczkach, każdy walczy o swój kawałek wstęgi, o swój kawałek z tortu chwały.
![]() |
fot. GDDKiA-Legnica Bolkow |
![]() |
fot. M. Śmiarowski KPRM |
![]() |
fot. portal GWE24 |
Daleko takim ujęciom do pełnych powagi zdjęć z zamierzchłych fotograficznych
czasów.
![]() |
Fot Damian Klechowicz/TTM |
Oczywiście jest zawsze ktoś, kto
ustala przebieg uroczystości i jak pokazuje doświadczenie, osoby te są mało
odporne na selekcję. Ze zdjęć sprzed 1989 roku można odczytać podniosłość
chwili, wyjątkowość osoby poproszonej o przecięcie wstęgi. Dzięki ekspozycji jednej, centralnej figury z nożyczkami
w rękach, uroczystość ta miała w sobie więcej powagi chwili. Zdarzało się oczywiście, że tego „zaszczytu” dopuszczano więcej niż
jedną osobę, ale te przypadki były przed czasami III RP rzadkie. Obecnie prawie
nie spotyka się tego typu uroczystości z jedną tylko osobą odpowiedzialną na
przecięcie.
![]() |
fot. Emilia Jurkowska |
Co równie ciekawe, z racji podporządkowania przebiegu uroczystości potrzebie jej wielokrotnego uwiecznienia przez fotoreporterów i operatorów telewizyjnych, nastąpiła zmiana ustawienia publiczności i sposobu zamocowanie wstęgi. Kiedyś publiczność znajdowała się za plecami osoby otwierającej obiekt, co było rozwiązaniem logicznym. Po przecięciu wstęgi, dostojnicy, goście, a za nimi reszta przybyłych na uroczystość ruszali w świeżo otwartą przestrzeń prosto przed siebie. Fotograf, który miał zrobić zdjęcie, musiał przejść przez jeszcze „nieprzeciętą” wstęgę aby sfotografować ten akt en face. Obecnie miejsce przecięcia dobiera się tak, aby dobrze wypadło na zdjęciach. Nikt nie przejmuje się logicznym następstwem „otwarcia” obiektu.
Widowiskowość i jej konsekwencje
Dopuszczenie do rzędu osób przecinających
wstęgi stało się dla pewnego kręgu osób rodzajem gratyfikacji i docenienia w
wymiarze medialnym. Moment choćby chwilowego zaistnienia na łamach lokalnej
prasy czy w państwowej telewizji jest momentem chwały i jasnego komunikatu: „oto
ja działam skutecznie, oto ja coś znaczę, i mam na to dowód – swój własny
kawałek wstęgi!” Koncepcja takich fotografii jest więc banalnie prosta. To takie zdjęcia "pisane dużymi literami" jeśli chodzi o przekaz - aby każdy mógł zrozumieć i nie mieć żadnych wątpliwości. Wielka szkoda, że są one skomponowane, jeśli chodzi o estetykę, z wizualnych częstochowskich rymów, .
![]() |
fot. portal GWE24 |
Ale można też spoglądać na zdjęcia tych zaimprowizowanych maskarad przewrotnie, jak na potencjalną listę osób do „wezwania na dywanik”,
gdyby się okazało, że nowo otwarty obiekt nie spełnia pokładanych w nim nadziei
bądź, co groźniejsze – wymaganych norm. Ale z już z trzeciej strony, mnogość
nożyczek przy przecinaniu to rozwodnienie odpowiedzialności, deska ratunku przy
ewentualnych oskarżeniach. Wychodzi więc na to, że hurtowe przecinanie wstęgi to
zarówno powód do zadowolenia, potencjalna lista adresatów pretensji, ale także
usprawiedliwienie od wyłącznego sprawstwa. Nawet chwilowa i wątpliwa sława ma
swoją cenę.