piątek, 29 grudnia 2017

Polityczne foto-wpadki roku 2017


Końcówka roku wzmaga zwykle tendencje do podsumowań, wyłaniania  „10 naj” itp.  W sferach kultury wizualnej również takie listy są kreowane.  Będziemy je  mogli  oglądać w najbliższych dniach i tygodniach, później- w rezultatach corocznych konkursów. Kilka pierwszych przykładów "ubiegłorocznych notowań fotogrfaicznych": portal Reading the Pictures  oraz  magazyn Time.
Nie mamy jeszcze wszystkich najważniejszych zdjęć z przeciągu całego roku, trudno zatem jeszcze ostatecznie wyrokować co do najlepszych fotografii. Ale całkiem sprawnie można skupić się na, moim zdaniem dwóch, najbardziej fatalnych foto-wpadkach  roku 2017.

Pierwszy przykład całkowitego braku wyczucia sytuacji i gustu spłynął z Puerto Rico, gdzie prezydent USA Donald Trump udał się we wrześniu z wizytą po katastrofalnym w skutkach huraganie Maria. Podczas gdy prawie 3 miliony ludzi pozostawało bez elektryczności, z limitowanym dostępem do wody, a wielu bez dachu nad głową – prezydent Trump dał się namówić na spontaniczną akcję rzucania w tłum jego zwolenników papierowymi ręcznikami.

fot. Jonathan Ernst/Reuters

fot. Evan Vucci

fot. Jonathan Ernst/Reuters

Faktem jest, że cała sytuacja wynikła mimowolnie, ale nawet niedoświadczony polityk mógłby sobie wyobrazić jaki będzie oddźwięk konfrontacji ogromu ludzkich tragedii i bieżących potrzeb z widokiem otłuszczonego prezydenta karykaturalnie imitującego styl rzucania piłki koszykarskich gwiazd NBA. Żeby zrobić pełne wymowy zdjęcie nie trzeba było w tamtym pomieszczeniu używać żadnych głębszych zabiegów. Prezydent Trump i jego współpracownicy dali wszystkim okazję do uwiecznienia fatalnej niekompetencji w kwestii kreowania wizerunku.

To blamaż w kwestii wizualnej, który miał swoją niechlubną kontynuację w ofensywie twitterowej prezydenta Trumpa skierowanej przeciw mieszkańcom wyspy (których nazwał „leniwymi”) i władz wyspy (które krytykował za rzekomy brak niesienia pomocy) bezpośrednio po przejściu niszczycielskiego huraganu. Jeszcze przed tymi tragicznymi wydarzeniami, prezydent wypominał wyspiarzom ich dług wobec rządu USA, dając niewydumane odczucie pomruków władz w kolonialnym stylu, co nie spodobało się wielu kręgom politycznym.

Przeskoczmy na nasze rodzime podwórko i zobaczmy jak w podobnych okolicznościach radził sobie polski rząd. I w Polsce zdarzyła się tragedia meteorologiczna o niespotykanej sile. W sierpniu po powiecie chojnickim przetoczyła się nawałnica niszcząc tysiące hektarów lasu, zabijając dwoje nastolatków na obozie harcerskim i wyrządzając wielomilionowe szkody w infrastrukturze regionu. Ocena merytoryczna pomocy rządu i administracji lokalnej jest - tak jak w przypadku wizyty Donalda Trumpa w Puerto Rico - tematem na osobne rozważania. Tutaj zajmiemy się tylko wizualnym przekazem zamieszczonym, o zgrozo, na twitterowym koncie rządu. Na poniższym ujęciu nie ma przypadkowości, spontaniczności. Scena konferencji prasowej jest przygotowana rozmyślnie, skrupulatnie i symetrycznie. Należy się uznanie za przewidzenie tego typu spotkania, ale przygotować takie spotkanie też trzeba umieć. Odwoływanie się do wzorców sprzed kilkudziesięciu lat nie jest już dobrym pomysłem na kreowanie wizerunku rządu w XXI wieku.

fot. Kancelaria Premiera / Twitter


Nikt z doradców rządowych nie zdawał sobie sprawy, że prężenie muskułów w postaci dumnie, pod sznurek ustawionych samochodów strażackich wyjdzie na fotografii komicznie. Wszyscy śmiejemy się ze wschodnich autorytarnych krajów, których poziom życia mieszkańców jest mizerny ale defilady wojskowe wypadają niezwykle okazale. Prezentowanie (rzekomej) potęgi państwa poprzez równe szeregi ciężkiego sprzętu było i w naszej socjalistycznej rzeczywistości powszechne. Ale to było kilkadziesiąt lat temu…
Zdjęcie to komunikat nie tylko w warstwie bezpośredniej, treściowej ale również w warstwie estetycznej,  kompozycyjnej.

Z namolnym uporem fotograf Kancelarii Premiera używał dużych wartości przysłony, aby ustawione rzędem samochody były  na pewno dobrze widoczne. Nie można było pozbyć się quasi teatralnej sztuczności całej konferencji, ale fotograf mógłby spróbować kilku koncepcji zdjęcia w kwestii przysłony, by potem wybrać najlepsze ujęcia. Zrobił to inny znajdujący się na miejscu fotograf prasowy, Daniel Frymark i efekt - o ile można było z tej sytuacji wydobyć coś więcej - jest o wiele ciekawszy. Zredukowanie głębi ostrości poprawiło estetykę zdjęcia, a sporo dało także "wycięcie" z widoku kabli mikrofonów.

fot. Daniel Frymark


Czy naprawdę politycy rządowi sądzą, że w takiej scenerii i w takich pozach przed mikrofonami wypadają korzystnie? Zdjęcie polityczne nie tylko informuje ale i odnosi się do rzeczywistości, otwiera na oścież drzwi do wielowątkowych interpretacji. Jak odczytać fakt, że każdy z bohaterów tej ustawki patrzy w inną stronę? Nerwowe zakrywanie skrzyżowanymi rękoma podołka, ratowanie się podręcznikową „kopułą” z ułożoną z doni czy praktykowane przez rządu PiSu trzymanie dłoni w dłoni – wszystko to wygląda fatalnie. Dodatkowo na zdjęciu z Chojnic wdziera się niespodzianie nowy aspekt kabaretowy w postaci strażaka z rękami bezradnie opuszczonymi i czapką rodem z videoclipów wokalistów hip-hopu, którymi niestety charakteryzuje się wiele polskich służb, w tym policja.


Komiczny jest także kontrast miedzy „rodem ze Wschodu” metodami zarządzania przestrzenią za i przed politykami(ustawione rzędem samochody i mikrofony, wyuczone gesty rąk), a nieładem jaki wprowadza chaos splątanych kabli od mikrofonów, którymi ważne słowa polityków spływają do społeczeństwa. Zdjęcie pochodzi z konta rządu RP na Twitterze i jest to, biorąc pod uwagę negatywne nacechowanie przekazu jaki bije ze zdjęcia, jest dość zaskakujące.

Doradcy naszych polityków nie odrobili lekcji obrony dobrego wizerunku swoich pracodawców i również nie zaznajomili się z mechanizmami wielowarstwowego odczytywania fotografii. Wystarczy, zamiast na Wschód, spojrzeć na przykłady innych przywódców świata zachodniego, którzy dbają o należytą reprezentację siebie jako polityków. Generalnie rozwiązania są dwa. Albo pozwala się podejść dziennikarzom dość blisko i odpowiada na pytania do mikrofonów podstawionych niemalże „pod nos” i wprost do kamer - to wariant tylko dla wyjątkowo pewnych siebie polityków.

fot.Reuters

 
fot. Forum
Można się też zaopatrzyć w przenośne pulpity(na zdjęciach poniżej) - co daje politykom więcej swobody - i sprawia, że nie muszą nerwowo zastanawiać się co zrobić z rękami, mogą posiłkować się materiałami pisanymi położonymi na pulpicie i - co też ważne – dystans dzielący ich od dziennikarzy daje im więcej poczucia pewności i bezpieczeństwa. O to chyba chodziło premier Szydło w wystąpieniu w Chojnicach, sądząc po ustawieniu całej sceny i odsunięciu dziennikarzy na sporą odległość.



 
przenośne pulpity do improwizowanych konferencji prasowych 
fot. Shealah Craighead (lewe) Stefan Wermuth/Reuters (prawe)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz