czwartek, 26 października 2017

Zdobycie miasta Raqqa w Syrii a sprawa polska

fot. Archer/Facebook

Ożywiona cyrkulacja powyższego, mocno symbolicznego zdjęcia z Raqqi w Syrii jest interesująca z wielu powodów. Żołnierz o pseudonimie Archer, który twierdzi, że walczył w grupie zadaniowej „Gniew Eufratu”, biorącej udział w zdobyciu stolicy samozwańczego tzw. Państwa Islamskiego (ISIS) zamieścił je na swoim Facebookowym profilu z adnotacją zawierającą m.in. zdanie „(…)W samym sercu Raqqa zawisła wielka polska flaga. Żeby pamiętali kto tu był i co im zrobił. Z kim lepiej nie zadzierać.(…)”

Tradycja ustanawiania własnego symbolu na świeżo zdobytym terytorium wroga jest tak stara jak wojny. Odkąd wojnom towarzyszą ludzie z aparatami fotograficznymi, takie sytacje są uwieczniane na zdjęciach.

Usuwając na bok trudne do jednoznacznego skonkludowania poglądy o rzekomym spreparowaniu istnienia całej grupy zadaniowej „Gniew Eufratu”, spójrzmy na zdjęcie z punktu widzenia jego znaczenia społecznego.

Sama scena nie naprowadza nas na konkretną lokalizację, nie daje punktu odniesienia innego niż fragment zrujnowanego miasta; oprócz żołnierza nie występuje na niej nikt inny, fragment ulicy widoczny w tle ruin jest pusty, brak jakiegokolwiek sprzętu wojskowego. Dużo ciekawsza niż sama - zainscenizowana, mocno retuszowana – fotografia, jest sposób jej recepcji w Polsce.

Pomijając fakt, że w rzeczywistości na zdjęciu nie jest to podstawowa flaga Polski, a polska flaga państwowa z godłem pełniąca rolę bandery cywilnej i handlowej na wodach morskich - można łatwo zauważyć, że dumne określenia o zawiśnięciu polskiej flagi w sercu Raqqi jest mocno przesadzone - flagę trzyma żołnierz stojący w środku jednego ze zniszczonych budynków.

Rys dużo bardziej symboliczny ma widok palonej flagi ISIS trzymanej w drugiej ręce żołnierza (płomienie, a może i cała flaga dodane w obróbce cyfrowej).  Ujęcie jest bardzo statyczne, widać w nim wyraźną i świadomą dozę reżyserii. Jeśli żołnierz pokusiłby się o wyciągnięcie ręki w powietrze z polską banderą ponad ruiny pomieszczenia, w którym się znajdował, ujecie byłoby może dużo bardziej dynamiczne, zwiększając swój potencjał przekazu.

Niemniej jednak zachwyt nad „polskim bohaterem” podchwyciło wielu użytkowników portali społecznościowych. Zdjęcie Archera szczególnie upodobały sobie środowiska z kręgu tzw. „patriotów deklaratywnych” czyli osób, które w sposób przesadny, czasem karykaturalny epatują swoim przywiązaniem do państwowych symboli. Nie można ich winić za takie przyjęcie fotografii, bo nie każdy musi umieć racjonalnie operować taką zbitką informacją jaka jest tam zawarta ale ten sam zachwyt udzielił się również wielu oficjalnym mediom prawicowym, co już - w erze fake newsów - może napawać co najmniej zdziwieniem.

Co do przyczyn tego zachwytu nacechowanego nadmierną egzaltacją można snuć wielorakie teorie. Nieumiejętność rzetelnej weryfikacji informacji wynika z braków warsztatowych i psuje obraz dziennikarstwa jako zawodu. Z kolei zachłanność na tego typu przekaz wynika być może z głębokiej potrzeby bohatera, który choć na chwilę uleczy narodowe kompleksy i zapali na równie krótką chwilę iskierkę nadmiernie pożądanej dumy z jakiegokolwiek zwycięstwa nad „innymi”.

Dużo mniejsze zainteresowanie wzbudziło zdjęcie innego polskiego żołnierza walczącego w Syrii, który relacjonował swoją historię na Facebookowym profilu Zana- Fighting ISIS in Syria. Również tam pojawia się motyw polskiej flagi (wł. bandery) łopoczącej nad Raqqa.


fot. Zana- Fighting ISIS in Syria/Facebook


Miejsce wywieszenia flagi jest dużo bardziej widowiskowe niż w przypadku zdjęcia Archera, są to - sądząc z ukazanego otoczenia - wyludnione przedmieścia Raqqi. Co działo się wtedy w centrum miasta gdzie wielcy gracze tej batalii fetowali swój sukces? Można to prześledzić na  fotografiach w reportażu  Bulenta Kilica w The Guardian

Głównymi bohaterami na tych zdjęciach są żołnierze z Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF). Świętując ostateczne zwycięstwo nad ISIS ochoczo wznoszą flagi swojego ugrupowania na głównym rondzie miasta.

Fotografie z reportażu Bülenta Kılıça obulikowanego w brytyjskim The Guardian
Fot. Bulent Kilic/ AFP/Getty

Fot. Bulent Kilic/ AFP/Getty

Jakże daleko fotografiom Archera i Zany do wielowątkowych, żywych ujęć o szerokim kadrze, z mnogością postaci pierwszo- i drugoplanowych z wyzwolenia Raqqi zaprezentowanych przez tureckiego fotoreportera. W tym porównaniu zawiera się esencja różnicy między zdjęciami amatorskimi - a tymi zrobionymi przez zawodowca. Chodzi tu nie tylko o wagę fotografowanego wydarzenia - w centrum miasta nastąpiło "właściwe" wywieszenie flagi zwycięzców - i nie była to flaga polska - ale o sposób operowania obrazem, tak aby uwiarygodnić przekaz, nadać mu klauzulę narzędzia dystrybucji znaczeń opisywanym faktom. Zdjęciom polskich żołnierzy - fotograficznych amatorów - brakuje tych atrybutów. Dodatkowo, zdjęcie Archera skażone jest niestety jawną ingerencją programów graficznych. 

Nie ma co prawda w reportażu Kilica ikonicznych, choć inscenizowanych, ujęć zatykania flagi zwycięskiej armii  jakie znamy z końca II wojny światowej na Iwo Jima (armia USA) czy z Berlina (armia radziecka) ale w porównaniu z płochliwym, pod sklepieniem ruin na przedmieściach „zawiśnięciem wielkiej polskiej flagi” emanuje z nich duża doza faktycznego uchwycenia historycznego momentu, a to w dzisiejszych przekazach informacyjnych jest już całkiem sporo.


Fotografie, które stały się jednymi z ikon zakończenia II wojny światowej: Amerykanie wznoszą flagę USA na japońskiej wyspie Iwo Jima (fot. Joe Rosenthal) i Rosjanie zatykają flagę ZSRR na szczycie Reichstagu w Berlinie (fot. Jewgienij Ananjewicz Chałdiej)



x

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz