Dobrze pamiętam jedno z moich pierwszych zleceń fotograficznych, była to relacja z masowej ulicznej demonstracji.
Po proteście przybiegłem jak najszybciej do redakcji z około setką zdjęć, i 99 z nich zostało odrzuconych przez redaktora głównego, a to jedno przeszło z dalszą adnotacją - "złe, ale coś musimy puścić przy informacji tekstowej".
Czekała mnie pouczająca rozmowa na temat preferencji wizualnych czytelników, która była jednym ze znaczących etapów mojej teoretycznej edukacji fotograficznej, bo technicznie już umiałem robić zdjęcia - nie wiedziałem tylko jakie powinienem robić, aby komunikowały one określone informacje. Teoretyczną edukację fotograficzną przechodziłem już w trakcie dostarczania zdjęć newsowych, bo moim największym atutem w małej redakcji - w tamtych zamierzchłych czasach - było posiadanie cyfrowego aparatu umożliwiającego szybki transfer zdjęć do komputera.
Twarz demonstracji
Demonstracja była dość liczna i spokojna - jakieś kilka tysięcy ludzi i wydawało mi się, że najważniejszym przekazem powinna być ilość demonstrantów i robiłem różne ujęcia w taki sposób, aby w kadrze były pokazane jak największe tłumy. Tymczasem, redaktor główny liczył, że przyniosę mu jakieś zbliżenia twarzy osób biorących udział w proteście. Historia opowiedziana przez jedną lub kilka twarzy jest dużo bardziej sugestywna niż tysiące anonimowych głów.
Po latach rozumiem, co nim kierowało, wtedy jednak z trudem docierało do mnie, że nie zrobiły dobrego wrażenia całkiem ostre zdjęcia tysięcy głów na ulicy.
- Gębić, gębić, gębić - usłyszałem z ust redaktora – Chcę patrzeć na twarze, nie na morze głów - dodał.
Ludzie wchodzą w interakcje ze zdjęciami, na których widzą ludzkie twarze - ładne, brzydsze, uśmiechnięte, zatroskane, gniewne - jakiekolwiek wyrażające jakieś emocje. Następna niepisana reguła mówi, że im wyrażanie emocji jest bardziej ekstremalne, tym lepiej dla zdjęcia.
Z czasem nauczyłem się, na co zwracać uwagę na ulicznych demonstracjach i zacząłem przynosić do redakcji kadry bardziej przemyślane i docierające - taką mam nadzieję - głębiej do wyobraźni odbiorców.
 |
Protest studentów w Dublinie, Irlandia 2010. fot. Tomasz Szustek
|
 |
Antyrządowy protest w Dublinie 2010. fot. Tomasz Szustek |
 |
Protest rolników, Dublin, 2012, fot. Tomasz Szustek |
Ręce w górze mile widziane
Oczywiście, jeśli relacja z protestu lub demonstracji będzie zawierać kilka zdjęć, to będą potrzebne kadry ukazujące skalę tego wydarzenia.
Zawsze dobrze jest zrobić kilka ujęć szerokich, z dystansu, jeśli to możliwe pokazujących jakiś ruch, zmianę (np. idący tłum, komunikację między ludźmi w tłumie, z policją, itp). Często jednak, edytor będzie musiał wybrać jedną fotografię i w większości wypadków będzie to bliski lub średni kadr.
 |
fot. Cliff Owen/AP |
 |
fot. Leah Millis/Reuters |
Szczególnie jeśli demonstracja odbywa się w Azji, Afryce lub Ameryce Południowej, zachodni widz wydaje się spragniony egzotycznych postaci w protestacyjnym szyku, najlepiej w oryginalnych, tubylczych strojach.
 |
fot. Ueslei Marcelino/Reuters |
Nadzwyczaj często zdjęcia są w dzisiejszych czasach tylko uzupełnieniem materiałów wideo, które lepiej ukazują dynamikę tłumnych demonstracji. Tym istotniejszym wydaje się nadać masowym protestom twarz uczestników lub uczestniczek. Oto kilka przykładów amerykańskiej fotografki Evelyn Hockstein.
 |
fot. Evelyn Hockstein/Reuters.
|
 |
fot. Evelyn Hockstein/Reuters |
Te uwagi dotyczą jednak tylko masowych demonstracji, które przebiegają w sposób pokojowy i w miarę zorganizowany. W takim przypadku mamy nieco ograniczony zakres tematyczny zdjęć. Są to ujęcia wspomnianych postaci lub twarzy, ogólny widok demonstracji lub hasła, transparenty i "gadżety" używane podczas masowych ulicznych demonstracji, o których pisałem w kontekście teatralizacji nowoczesnych protestów.
Poszukiwanie symboliki
Naturalnym także wydaje się mimowolne poszukiwanie w ujęciach sytuacyjnych na demonstracji, manifestacji czy marszu protestacyjnym jakiejś symboliki, skrótowego ujęcia tematu, gestu, który by podsumował wykrzyczane hasła, napięcie, gniew, rozgoryczenie itp. Czasem się to udaje, ale nie zawsze. Nie jest to metoda na zrobienie genialnego zdjęcia, ale tak przeważnie fotoreporterzy działają - poszukują podsumowania sensu protestowania w jednym kadrze. Masowe protesty mają to do siebie, że są w dużym stopniu steatralizowanym spektaklem, z całą masą zachowań wyreżyserowanych, przygotowanych wcześniej, bądź robionych "na pokaz".
Demonstracje całkiem niepokojowe
Zupełnie inaczej ma się sprawa w przypadku demonstracji, które wymykają się spod kontroli. Napierający tłum, szarpaniny z policją, starcia z kontrprotestującymi, pożary, wtargnięcia do budynków urzędów, centrów handlowych, akty wandalizmu, ranni, niekiedy zabici - to wszystko przyćmiewa poprzednią hierarchię, wysuwając na pierwszą linię zdjęcia, które ekspresyjnie obrazują dynamikę interakcji, dają wgląd w kluczowe akty przemocy, unaoczniają przebieg dezintegracji pierwotnej substancji demonstracji. Dużo łatwiej wtedy o uchwycenie kadrów symbolicznych, które ucieleśniają w swoim wydźwięku hasła, pod którymi ludzie przyszli na protest, emanują wściekłością i gniewem tłumu. Żeby zrobić takie zdjęcia, potrzeba już zestawu nieco innych fotograficznych umiejętności. Ale o tym innym razem.