W ostatnich latach, dzięki wielu aplikacjom bardzo znacząco wzrosła popularność filtrów dla cyfrowych zdjęć fotograficznych. Szczególnie Instagram przyczynił się do tego, że filtr stał się prawie nieodłącznym elementem naszych postów w mediach społecznościowych.
Wydawałoby się, że mówienie o
koloryzujących filtrach w kontekście fotografii dokumentalnej to przejaw infantylizmu
i braku profesjonalizmu i powinno to budzić opór na płaszczyźnie metodologicznej. Zdjęcia
dokumentalne muszą wszak być jak najbardziej „prawdziwe”, poddane tylko
niewielkiej obróbce cyfrowej, aby „wiernie” oddać rzeczywistość sprzed
obiektywu. To w istocie myślenie słuszne. Ale tylko w bardzo ogólnych zarysach.
Po pierwsze, każda matryca w aparacie
cyfrowym jest wyposażona w filtry, których czułość i zakres tonalny różnią się w
zależności od poszczególnych producentów. Pierwszą obróbką jest już sama
transmisja obrazu na nośnik cyfrowy, co w istocie jest jednym wielkim przejściem
przez wiele filtrów. Stąd różnice - zauważalne gołym okiem - w zdjęciach
zrobionych w tych samych warunkach, w tej samej chwili i przy identycznych
ustawieniach, przez aparaty różnych firm. Ale oczywiście nie chcemy tu mówić o
kwestiach czy na zdjęciach zrobionych aparatem marki X twarze modela albo
zieleń trawy są nieco odmienne kolorystycznie niż na zdjęciach zrobionych aparatem
marki Y. To są niuanse, które się jednak kończą, kiedy zmiany kolorystyczne, kontrastowe,
szumowe i inne zaczynają w sposób znaczący zmieniać pierwotny plik cyfrowy. I
na takie zmiany fotografia dokumentalna nie może sobie pozwolić, o czym
dobitnie świadczy regulamin konkursu World Press Photo.
Należy także zwracać uwagę, aby filtry nie
zasłoniły tego co ważne i interesujące. Można uznać, że takie zabiegi
estetyzujące to marginalia poważnej fotografii, ale forma, mimo wszystko też jest ważna,
cokolwiek by nie sądzić o dominancie ciężaru pakietu treści merytorycznych i
kontekstu społeczno-historycznego.
Podręczna paleta filtrów
Istnieje jednak niezliczona paleta
filtrów - czasami całkiem mocnych - które może do woli używać każdy dokumentalista.
Ta nieograniczona karuzela opcji jest dostępna na miejscu, w terenie, wbudowana
w tkankę naszego otoczenia. W zasadzie każda płaszczyzna, która jest choć trochę
przezroczysta może posłużyć jako naturalny – w pełni dozwolony w dokumencie -
filtr fotograficzny.
Pierwszy z brzegu przykład: szyba w
samochodzie. Banalne - ale jakże twórcze! Oto fotografie nieodżałowanego Stanleya Green'a. Dwa ujęcia z wykorzystaniem samochodowego okna od wewnątrz i na zewnątrz.
![]() |
Czeczenia 1995, fot. Stanley Greene/NOOR |
Czeczenia 2001, fot. Stanley Greene/NOOR |
Szyba, czy to w oknie samochodu czy w budynku, to znakomity filtr nakładający na obraz widziany przez obiektyw dwa elementy.
Po pierwsze, zabrudzenia na samym szkle, które mogą dać bogate efekty
zwielokratniające atrakcyjność estetyczną zdjęcia. Po drugie, jeśli spojrzeć na
szybę/szło pod szczególnym kątem i przy odpowiednim oświetleniu – to na obraz z
oddali nakłada się odbicie tego co jest wokół fotografa, szkło pełni funkcję
półprzepuszczalnego zwierciadła - a to już istna kopalnia pomysłów jak zrobić
ze zdjęcia wielowarstwowe - pogłębione studium sytuacji.
Filtry mistrzów
Znani i cenieni dokumentaliści
bez skrępowania korzystają z zasobów, jakie dostarcza to podręczne kompendium
powierzchni szklanych o różnej transparentności. Jednym z nich jest fotograf agencji Magnum Moises Saman.
Oto kilka zdjęć jego autorstwa, w których twórczo wykorzystał potencjał
naturalnych filtrów, podkręcając niepokój interpretacyjny przez dodanie
pokładów wielowątkowości.
![]() |
Egipt 2012, fot. Moises Saman/ Magnum |
![]() |
Tunezja 2011, fot. Moises Saman/ Magnum |
Tym samym tropem idzie inny fotograf
z Magnum – Paolo Pellegrin. Także i w jego przypadku widać intencjonalność,
uprzednie przemyślenie, przewidzenie kadru i umyślną grę z
odbiciami i wyzwierciedleniami na powierzchni szyb. Jego ujęcia tworzą mocne, nasycone wielowymiarową
treścią przekazy wizualne.
Nowy Jork, fot. Paolo Pellegrin/Magnum |
![]() | |
|
Kosowo 1999, fot. Paolo Pellegrin/Magnum |
Liban 2006, fot. Paolo Pellegrin/Magnum |
Innym ciekawym rozwiązaniem filtrującym, które rozbija niezmącony widok czystego kadru są wszelkiego rodzaju tkaniny.
![]() |
Tanzania, fot. Marcus Bleasdale |
![]() |
Egipt, fot. Andy Spyra |
![]() |
Egipt 2011, fot. Paolo Pellegrin |
Jako filtr mogą służyć także inne elementy, np. wentylator
![]() |
Syria 2014, fot. Andrew McConnell |
lub....
No właśnie, dokładnie nie wiadomo, ale zdecydowanie tworzy ciekawą kompozycję.
Niektórzy fotografowie idą o krok dalej i sami podkładają ciekawy filtr pod oko obiektywu. Poniżej przykład na granicy etyki dziennikarskiej, choć efekt jest jak najbardziej przejmujący.
![]() |
Ukraina, fot. Maxim Dondiuk |
Zdecydowanie warto - o ile mamy nieco czasu - rozejrzeć się wokół siebie podczas fotografowania i poszukać elementów, które rozbiją monotonne ujęcia. Takie odbicia, wtręty w kadr i inne "przeszkadzajki" mogą stać się sekretną ingrediencją ulicznego repozytorium, która będzie stanowić o wyjątkowości naszego zdjęcia.
Na zakończenie akcent prywatny- jednym z moich ulubionych źródeł filtrów
podczas pobytu w Marsylii była szklana, upstrzona farbą ze spraya budka
telefoniczna z widokiem na morze z wyspą i zamkiem If w tle. Dziś budki już nie ma, zostały tylko zdjęcia.
![]() |
Marsylia 2015, fot, Tomasz Szustek |